Nienazwana
Stoję tam, jestem i słyszę wszystko uważnie. Zebrała się cała sala. Sędzia marszczy czoło. Uderzenie młotka podbija tłum. Licytują, mówią coraz głośniej. Wyskakują oferty jak zające z nor. – Kto da więcej! Kto... – Pan w cylindrze! – Jeden, dwa, trzy... Sprzedane! Tłum milknie, szczypią się po rękach, nie wierzą, że to nie oni są nabywcami. Idzie, powoli, widzi mnie, przez okulary błyszczą oczy. Wchodzi na podest i kiwa głową. Jest tuż obok, nowy pan. – Perfekcja! – Za ten obraz oddałbym cały majątek. Odwracam się i dociera do mnie, że w ramie nie ma płótna, ani papieru, jestem za to ja nienazwana. Konstrukcja.