Ogromniaste, przerażające w swojej budowie. Nie ma ochoty tam wejść, nie trzasnę drzwiami obrotowymi na wstępie. One same są spowolnione, zaprogramowane narzucające tempo. Szczotkami zacierają ślady butów. Tracę coś przekraczając okrągły próg. Światła na holu, sztucznie wbijają mi kolorowe serpentyny postrzegania w czarne źrenice. To one dyktują tu warunki, co jest istotne, na co mam zwrócić uwagę. Jestem w ich szponach, obezwładniają mnie, przejmują nad moją podświadomość kontrolę. Nie ma tu przychylnego promienia głaskającego moje ciało. Zimne spojrzenia lamp diodowych. Odbieram, syczę i zaciskam usta. Posadzili drzewa w ogromnych donicach. Jestem taka zagubiona odbijam się w szklanych witrynach. Nie ma trawy, nie ma ziemi, jest fontanna, nieczynna. Wrzucę monetę, pluskają się myśli w tej płyciźnie. Rybki, płyną po samym dnie. Zatopię się w tym tłumie. Nie chcę tu być, ale ruchome schody wyręczają mnie w podjęciu decyzji. Zawiozą mnie bez kasy, be...