Posty
Wyświetlanie postów z 2019
Dom
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
— Odsuń się lepiej — Bo?! — Nadchodzi. — Co nadchodzi? — Wiosna, bałwanie. — To jest taki sam suchar, jak twojego starego ,,ty cycu'', którego nie znosisz. — Więc lepiej się odsuń, zanim przypiekę ci dupę. — Słoneczko! — Nazwij mnie tak jeszcze raz, a pożałujesz. — Auuu! — Przesuń się! — Sam się przesuń zimny draniu. — Ech, kiedy to było. — Wtedy jeszcze nie byłeś taki gruby. — A ty taka rumiana. — Spieprzaj. — Mogłabyś być chociaż raz miła. — Zapomnij. — Musimy stąd wiać. — To był twój poroniony pomysł, żeby udawać wariatów. — Przynajmniej siedzimy na jednym oddziale. * — Franek! — Masz jeszcze te pigułki? — Nie i się odwal Zenek. — Słoneczko, zobacz jak on człapie z tymi gumkami od gaci przyszytymi do laczków. Bałwanek Franek i słoneczko Hultajko. Ucieczka ze szpitala. Dom-przymiarki. * — Oglądam tą samą sytuację od tygodni, zrób z tym coś! — Tylko jak? — Odwiąż mi ten kaftan. — Sam jestem związany. — Zębami, dalej tylko mi nie pogryź rą...
W surrealu
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
— Mówisz, że masz związane nogi i zakryte jedno oko, tak? — Tak. — Zamrugał. — W takim razie witaj w moim świecie. — Wyciągnęła dłoń i szarpnęła z całej siły za długi kucyk. Wir unosił go rozwiązując nogi. Wymachiwał nimi nieporadnie, krzycząc coś o pomocy i że jest okrutna, a on tylko okropny. Zanim wszystkie przeciągi korytarza powietrznego zdążyły nim powykręcać niczym mokre pranie. Padło następne pytanie: — W co się zmienisz, po przekroczeniu progu normalności? — Eeeee. — Zatkało go skutecznie. — Cholerne wybory, do trzech razy nie zdążyła policzyć, kiedy zahuczało z jego trzewi. — Szlag by to trafił, rozpada się! — Magiel umysłowy bywa zbyt drastyczny. — Zegarek na jej ręce zamigotał. Pokrętło od starego rupcia, obluzowane od wielu lat ledwo mogła przesunąć. Na czarnej tarczy pękła szklana osłona. Brzdęk wskazówek cofnął czas do punktu, w którym jeszcze był w stanie wyskoczyć przez szczeliny wielkiego leja.
Aptekarz i skarpetka
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Cytat Okropnego jako wprowadzenie do opowiadania. ,, Było późne popołudnie. Karl przyglądał się leniwie sunącym kaczkom, które moczyły dupki w zamulonym kanale. Ciekawe, że im nie zimno, pomyślał. (...) Zza filaru mostu wystawała ludzka noga, w znoszonym bucie i starej, długiej skarpecie. Trup, pomyślał. (...) Gdy potem wracał ze spaceru, nogi już nie było. '' Przekręcając klucz w drzwiach od apteki, zawahał się, dreszcz przeleciał mu po ramionach spływając po plecach aż do stóp. Piorunujące wrażenie, że jednak to mogła być rzeczywista scena zbrodni, a nie tylko złudzenie optyczne. Ze zgrzytem metalowych zawiasów otworzył gablotę z lekami. Coś na uspokojenie. Grzebał przez chwilę w ciemnobrązowych opisanych ręcznym pismem buteleczkach. Terminy, zapisy, klienci i całe zaplecze różnych medycznych specyfików miał w jednym przysłowiowym palcu. Ta sytuacja wybiła go zupełnie z rytmu. Wyczołgał się spod sterty szmat, przygotowane do prania nad Sekwaną. Pomaganie żonie w codz...
Dzieci natury
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Pod baldachimem pierza z zimnych kryształów naga ubierała się ziemia. W halce z koronki z nici lodowych projektant nieba przymierzał na niej sukienki. Szpilkami podtrzymywał falbany z zasp po kolana. Buty z mchu oblepione bielą, zostawiały miękkie ślady. O poranku wicher stary podglądacz, rozpędził pielesze. Podkradając laskę dziadka Mroza snuł się nisko rozsypując brokat. We włosach schowane ptasie czarne skrzydła, unosiły ją do lotu. Sople niczym dzwonki martwe zwisały na końcach rękawów. Trącała nimi korony uśpionych dębów. Bez odzewu, stare konary nie podnosiły powiek - Za zimno - Mamrotały. Z zieloną odkryjemy ramiona. Cichym szeptem oszraniała trawy, przeganiając zające. Nad jeziorem wrzask kaczek w zastygającym przymarzał kole. Matka Natura miała cztery córki. Zanim dorosły uczyła je równowagi w chaosie codzienności. Najbardziej sroga i bezwzględna była Zima. Z czystego dotyku wybielała życie.
Reaktywacja cz. 2
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Reaktywacja cz. 2 Zatopione ulice w szarzyźnie opadającego pyłu, z górnej warstwy atmosfery ścieliły się niczym śnieg w zimową noc. Zamiast chłodu, drażniące drobiny płochliwie ustępowały miejsca ciężkim metalowym podeszwom Korytarzona. Upłynęło wiele miesięcy po wybuchu w głównym generatorze kontrolującym warunki pogodowe na powierzchni obumierającej planety. Tłumy wyeksploatowanych istot z wyłupiastymi oczami pochowały się w swoich kwadratowych norach wysokich budynków. W sektorze zakazanym, byli odpadami medycznymi, które mocarstwo bakteryjne starało się utylizować w humanitarny sposób. Wielka dziura w ulicy była przepustką do lepszej kwatery. Buczenie i rozbłyski sprowadzały nowe istoty z odległych zakątków. Pochylił się nad wyrwą, kocioł zawrzał przeraźliwym rykiem. Wyplute z trzewi czasoprzestrzeni dziecko roślin, oszołomione dotykało po omacku swoje badylaste nogi. Zaraz za nim przetoczył się Kocur. Sissel z Mrocznym wpadli w rezonans, lekko drgając, mat...