Posty

Wyświetlanie postów z 2024

Dziad mól

 W malutkiej wiosce na końcówce pętli powiązanych włóczek żył Dziad mól. Był już stary i bezzębny, ale bardzo pracowity. Codziennie wstawał wychodząc z rękawa starego swetra i pomagał przy koszeniu połów płaszcza. Czerń czarniejsza niż noc panowała w zabytkowej szafie, ale dziurka od klucza była ich słońcem. Niewielki punkt zasilał kołowrotek życia całej koloni. Pewnego razu, kiedy zbiory były już skończone  żniwa dobiegały końca na molową klątwę padł pierwszy owad. Blade ciało pokryło się magicznym pyłkiem skruszenia. Pochowali go głęboko w kieszonce na wewnętrznej stronie podszewki, zapalili zapałki na dnie szafy oraz zaśpiewali żałobne pieśni nad jego losem. Następne były dwie babki, najmądrzejsze młóciły książkę w grubej oprawie. Znaleźli je nieprzytomne pod zakładką. Dogorywające żale i modły zawlekły ich na skraj wymarcia. Sweter z kaszmiru otulał zwisających jeszcze niepogrzebanych molowych truposzy. Dziad mól stał wyprostowany gotowy do wygłoszenia końcowej mowy. Miał ...

Kuliste baldachimy

  Przyschnął mi węch na  żywopłocie niezauważone eterycznie zielone i rój ożywił tajemnicę po schodach w górę zwodzona  za nos zbliżenie mucha wywaliła trąbkę tępe ja zwierzę

J

  Przysypia wydłużoną nocą leniwie rozciąga chłód po trawie dotyka mgły firany w ramach wschodu szepcze kołysankę daliom pofarbowane czupryny odchodzących w rudości ciepła tonie muchomorowy parasol

Mrocznego mucho-mory cz.3

 Ze staruchy twarzy sączyły się czyraki, larwy muchy plujki w ostatnim stadium rozwoju wgryzały swoje pulchniutkie gęby w głąb policzków Wiedźmy. Monstrum spuchło i posiniało, eliksiry wrzały w jej krwi. Zielony pot spływał, wolno wżerając w otwarte wulkaniczne pory nie skóry jej samej, a bydła którymi się obwinęła. Mora z odrazy przysłoniła się bielą, zasłona dymna z zimowego pudru była bezcenna. — Czego tu! — prychnęła na nich opluwając Wichrową pelerynę. Coś jej zostało po zabiciu kota, nosówka była nieuleczalna, nochal wykrzywił się do kichnięcia i zanim zdołali coś powiedzieć wystrzelił Wiedzmową kozę w siną dal. Chata wyciągnęła długie łapy i podtarła sobie nos workami jutowymi i sapnęła ciężko. — Zbawienie moje! Podduszałam ją dwutlenkiem węgla zatykając komin, ale to parszywe stworzenie było gorsze od karalucha, otwórzcie drzwi i okna niech odetchnę. — Po tych słowach nochal odpadł, okiennice rozsunęły się a różany krzew obsypał się żółto-pomarańczowtmi kwiatami. — Twoje zi...

Mrocznego Mucho–mory cz.1,2

  Ziemia była czarna, wyrobiona w najlepszym kompoście pod szyldem "Dżdżownicowy natleniacz". Fabryka leżała pod czarnym skórzanym butem i trzy konary od imperium mrówek, pod białymi halkami brzóz. Długie włosy najmłodszej pozieleniały jasnymi tonacjami. Robotnice myszy nosiły w małych sakiewkach uwieszonych do szyi pokarm dla grzybni. Podrzucały małe grudki pod nóżki białych kapeluszy. Kręciły przy tym ostrożnie koronkowymi kołnierzami. — Który to potomek Muchomora? — Mroczny przyglądał się nakrapianej ziemi. — Liczymy, że ten, który będzie miał najczerwieńsze plamy na swoich licach Panie — mysz ukłoniła się nisko, aż strzeliło jej w starym kolanie. — Drogi Myszoszczepie, żeby ród nie wyginął musimy użyć czegoś więcej. — Poważny ton głosu zmroził szare futro mysiego ogrodnika. — Użyjemy szklanych baniek Panie, one ochronią wszystkie grzybki. Będą świecić ciepłym światłem i wytworzą najlepsze toksyny w okolicy. — Muchy, one na zlot czarownic nie dadzą się oszukać wrotyczowym ...

Baletnica i książe

 To było dawno temu, latem kiedy kwitły kwiaty, śpiewały ptaki i dzieci kąpały się w jeziorze. Mała baletnica na wakacjach poszła na plażę w ołówkowych butach. Usiadła na kocu i nagle usłyszała plusk. — Kto to jest? — Zakryła twarz kapeluszem, przestraszona. Z wody wyskoczyła zielona żaba, uśmiechnęła się od oka do oka i powiedziała. — Jestem Książę Żaba i mam na imię Łabędź. Baletnica była zaskoczona i zajrzała pod kapelusz. — Ale jak możesz być księciem, jeśli nie masz zamku? - Łabędź machnął łapką i z krzaków wyleciała kolorowa ważka — Nasz książę jest księciem i tyle. — Pokiwała głową w górę i w dół. — Kim jesteś? — Ważka była ciekawa, kim jest dziewczyna w pięknej sukience. — Jestem baletnicą i uwielbiam taniec łabędzi. Żabi Książę tańczył, podskakując w niebo, machając przed dziewczyną swoją pierzastą koroną, aż odleciał. Dziewczyna pomachała mu na pożegnanie chusteczką, a gdy wróciła do szkoły, ponownie odtańczyła taniec żabiego księcia. Żabi Książę wylądował na plaży w pias...

Wena na kawie

Trzeci bieg kawy  rozrusznik włączony  w ku-b-ku... dno ciemne opady  nastroju  skupienie zawisło na uchu  trzęsę rzęsami  wachluje otoczenie  pisz...czałka pisz...czkawka  pisz... kawka  jej pióro  odleciała