Posty

Wyświetlanie postów z 2023

Krzyżówka

 To było dawno i zawróciło do teraz. Tak, właśnie teraz na dużej pajęczynie drzemała pajęczyca, zapytasz o imię? Ona była ciekawska i miała dużą głowę, pełną wiedzy a co za tym szło jeszcze większe okulary. Miała na imię Krzyżówka z rodziny krzyżaków. I w tym momencie wpadła ślepo-głucha mucha w jej progi. Chałupa zatrzęsła się niczym struny zepsutych skrzypiec. — Na kopnięty kwadrat! — krzyknęła, gubiąc ósmy but. Potupała kuśtykając siedmioma odnużami, jeden pantofel był już za ciasny, więc pazur z buta drapał wszystko po drodze. — Bzzzz — Jedyne co wątłą mucha mogła z siebie wydusić skrzydłami. — Oblepione nogi klejem nie pozwalały się jej ruszyć. — Bzzzz — Wykrzywiła czarne okulary i wystawiła kły w uśmieszku. Krzyżówka nie była zbyt gościnna, zwłaszcza, że nie rozumiała języka migowego. — Zaraz, zaraz, co ty tam przebąkujesz? Potrzebuję alfabetu! Zeskoczyła na nici dwa piętra niżej. W opuszczonej dziupli sowy znalazła alfabet, idealny obrazkowy, na każdą okazję oprócz kryzysowe...

Trollmiau

 W środku nocy coś zaczęło się poruszać w szafce kuchennej.  Biały proszek opadł na podłogę, zostawiając ślady łap. Nikogo nie nie było widać, jedynie cień przeskakujący z blatu do zlewu i z powrotem do szafki.  Zapadła cisza i nagle z ciemności dobiegł pisk. Przez otwarte okno światło księżyca oświetlało grubego kota z długimi wąsami i krótkimi pazurami.  Nazywał się Trollmiau. Siedział i ugniatał białą masę, z której wyskakiwały białe myszy.  Liczył raz, dwa, trzy, cztery pięć i tak liczył, aż zasnął.   Marzył o ciepłej plaży i myszach pływających w wielkim morzu ciepłego mleka.   Kiedy Matylda obudziła się, żeby zjeść śniadanie przed pójściem do przedszkola, mama dała jej pluszowego kota pokrytego mąką i solą z poklejonymi łapkami i powiedziała. – Zapomniałaś zabrać spod stołu Trollmiaua, kiedy wczoraj czarowaliśmy z mąki, wody i soli.  Matylda uśmiechnęła się do pluszowego kota i zobaczyła jego rozmarzone oczy i biały ogon myszy wyst...

Rog

W stukocie kół widok czapli na polu  nawłoć wita żegna w prostej linii konduktor w długich włosach żółta horongiewka i szczeniak  pierwsza podróż skomli  kukurydziane zęby  sady z okrągłościami słodkimi  słoneczniki wyłuskały oczy  biało czarne strzały tną błękitu spokój 

Yin i yang

 Yin i yang w pogoni za złem wykrzywionym karłem miłości bękartem czynnikiem wad w splocie wynaturzeń procentowo zebranym eliksirem napełnia się gorczycz taki świat w filtrach wyssanych z czerni ludzkich zbrodni poza kryptą toczy się trupa radosny pląs w rezerwach zapasowych  dobro trwa bez szyfru  wynaturzonego kodu w czarno białym oku  kropki w odmiennych selekcjach patrz obiektywem

Zakończenie

 Ławko podporo zmęczonych łokcie wbite w blat głowa opada posłusznie tablica piszczy mysim ogonem biegną litery  spod markeru  wycieka ciecz  strumieniem  rozproszonych myśli jestem nieobecna

Morsowanie

 Śnieżyca blokowała skutecznie przejrzystość powietrza. Biel, biel w oku, wszystko ultra sterylne, jakby laboratorium kuli Ziemskiej opuścili wszyscy przed sterylizacją. Drzewa narzędziami, stępione skalpele wybijały się grubymi nacięciami w pionach grawitacji. — Stabilnie idąc. — mruknął. Zima, ona w tym zabiegu cieła najmocniej, srebro bledło utlenione pogrążając się w kobaltowych zawieruchach sklepienia nie znającego końca. Patrzył na nie jakby szarość oczu miała lustro obsypane mapą kłujących krawędzi gwiazd. Ból, wymusza zamknięcie. Zamknął, upadając w puch. Pobudka odrętwiałych rąk i nóg, łamanie przymarzniętych członków przyklejonych do gruzu wyburzonego igloo. Ktoś go szarpał, mocno, ujadając przy tym niczym zranione zwierzę. — Ból kroi płaty skóry. — mamrotał ściegiem zamarzniętych ust. — Butelka jest ciepła — Obdartus z długą brodą trzymał w grubej rękawicy białą flaszkę. Z krzyżem na drogę czaszka się zderzyła. Denat był tak samo siny, jak twarz mężczyzny. Zaparowane oki...