Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2017

Głupoty

Światełka zgasły. Stała w kącie i coś chrupała, zasłaniając się szalem z Alpaki. Czapka wisiała na niej niechlujnie. Powoli traciła swój żywiczny aromat. Co ona tam niupla? - zjadała mnie ciekawość. - Ach jejku! - wrzasnęła podskakując na jeden krzywej nodze. Odwracając się powoli, uchyliła rąbka tajemnej zdobyczy. Łysiejąca od spodu, zawstydzona prychnęła resztkami głowy mikołaja. Skrzywiła usta w cierpkim uśmiechu. - Ty potworze! - resztki skonsumowanego ludzika dyndały w jej chudych zielonych paluchach, powieszone za odstający kawałek sreberka. - Zjadłaś go, a on chciał przekroczyć nowy rok ze swoją datą przydatności. - Nic straconego, zostały jeszcze nogi - odpowiedziała z czekoladową słodyczą w głosie.

W lustrze wody

Obraz

List

W drzwiach, gadająca skrzynka uchyliła swoją paszczę. - Tfu, tfu, tfu... Papierowa koperta była wyjątkowo zimna. - O! Cho, cho, co? - jednym ciągiem, wydusiła przez metalowe ostre jak brzytwa zęby - Pogryzałabym ją na strzępy, ale to specjalna przesyłka. Napis z tabliczką ''Nie wrzucać reklam'' obwiesił się od jej podrygów, podskoków i przemycania, w głąb mieszkania priorytetowych informacji. - Od kogo to? - wydzierała się dwustronnie, kłapiąc blaszaną przysłoną. W miejscu nadawcy, widniała, drobna, jasna gwiazdka.  - Ciszej, słychać cię na całej klatce schodowej. - uspakajała ją łagodnym głosem.  Przez papier, przenikliwe lodowe igły wbijały swoje drobne końcówki w opuszki palców. Odłożyła ją na parapet, pocierając dłonie o siebie. Tym razem lekko rozszczelniona koperta, otworzyła się gwałtownie sama. Lawina śnieżnego puchu wysypywała się z białej półki lodowej na drewnianą podłogę. Ściany pokryły grube warstwy szronu, choinka z lasu, drgała miarowo swoimi kol...

-

Obraz

Belki

Obraz

Kocik

Obraz

Skansen w Stocholmie-Płaszczki

Obraz
Jedna z nich wypływała na powierzchnię opierając się o skały. Sprawiała wrażenie jakby się przy przygadała zwiedzającym.
Obraz

Rzeźnia

 Uwaga treść jest drastyczna. Schować się tam gdzie cień zamiera, a słońce nigdy nie obejmuje ręki. Poza marginesem błędu, idealnie wtopić się w punkt wyjścia. Stanąć prosto, brodząc w kałuży stygnącej krwi. Gumowe buty, ochrona przed skrzepami, upadkiem na śliskiej powierzchni.  Serce w dwóch chłodnych komorach zamknęło przedsionki. Martwe na chirurgicznym stole, odcięte od aorty. Na haku łeb zwisa w dół. Podcięte gardło w krzyku, podryguje jedną nogą, odruch nerwowy, kopniak - Życie! W powietrzu unosi się smród spożywanej energii. Białe płytki, sterylny blask. Z sufitu szyna skrzeczy szponiastymi końcami. Zaczepi jej wzrok, pociągnie za sobą. Stoi za ścianą, uszy prądem rażą świadomość, ogłuszają. Obryzgana tętnem błękitnej cieczy, zabarwia się z oddechem w szlachetną rubinową ciecz. Stoi w kolejce po śladach tych, których już gałki odbijają się od posadzki, wydłubane dzwonkiem. Szczecina odsłania nagie sprężyste pory, podobne do ludzkiej skóry. Masa, przygotowan...

Srebrna

 ze srebrnych igieł do szycia odbija metalicznym  szeptem skrzypiące krawędzie desek ktoś ją odwiedził stoi obwieszona łańcuchami bomby z lontem toną  w granatowej nocy przystani wystrzałowy czeka ją sylwester mruga zalotnie światełkami skrzaty powieszone za czapeczki wymachują wysoko rękami piernikowe ludki nadgryzione kruszą się żałośnie krasnal z lasu na sankach przyjechał w zielonej czuprynie ze świerkowego wieńca aromatem ją upiększa

Wczesnym rankiem

Obraz

Trzyma swój kamień

Obraz

Dzika róża

Obraz

Kto się nie zmieścił do domku?

Obraz

Nie lubię Mikołaja

Poplątanie z pomieszaniem pomiędzy fikcją, a prawdą. Stała przy kotle, mieszała w nim wywar drewnianą łychą. Opary oplatały jej siwe spięte w koka włosy, muskały zmarszczki, zagłębiając się w głębokie bruzdy przy oczach. Poszarzała cera, zrównywała koloryt z gęstą parą. Babka nie miała swoich dzieci, kupiła dawno temu dziecko prosto z kołyski. Bieda odsprzedała jej swoje potomstwo. Był dla niej wszystkim, co miała cennego. Krasnolud o łagodnym usposobieniu, a jej mąż, był pracowitym i cichym osobnikiem, wypełniającym  swoje codzienne obowiązki. Wychowanek dorastał pod czujnym okiem obojga rodziców. Był ich dumą, o zmienionym imieniu, o czym nie miał pojęcia. Popijał w nastoletnim wieku bimber, musiał podczytywać tradycję zastępczej rodziny. Każda okazja, czy to świniobicie czy żniwa okraszane były tym pędzonym potajemnie przez przybraną matkę trunkiem. Kobieta władcza, nie znosząca sprzeciwu, knuła plan. Księżyc jednym okiem zaglądał przez niezasłonięte okno do małej dziewczynki. ...

Dziki szczur

Obraz

Z głodu

W stodole schowany w półmroku, leżał z wyciągniętymi łapami. Każdy ruch sprawiał coraz silniejsze rozsadzanie wnętrzności. Napęczniały bok, twardy jak kamień unosił sierść w górę. Białe pasma na wzniesieniu cierpienia, drgały konwulsyjnie. Z pyska wystawała garść słomy, zagryzał ją w cichym skowycie. Brązowe ucho oklapło złożone na pół. Zimna posadzka z piaskowca, nie dawała ukojenia. Śmierć podana na tacy, uwalniała powoli swoje substancje. Trwało to za długo, był małym psem. Głodnym, nikomu nieprzeszkadzającym kundlem. Drugi zdychał podobnie, próbując ukoić żar wnętrzności w płytkim potoku. Położył się tam, zanurzony czekał na ostateczny cios. Za długo to trwało, był dużym psem. Wyszedł po niskich schodach. Zawył ostatni raz w nocy. Odgłos pożegnania przeszył mury domu. Stara lipa wydrążona przez korniki, zaglądała przez okna. Dziurawa czekała na zęby piły, ręka gospodarza przesunęła się po jej pniu kilkukrotnie. Kaflowy piec pochłonął kaloryczne drewn...

Wymarzony dom

Obraz

.

Obraz

Wspomnienie lata

Obraz

Słomiany

Chwiejnym krokiem odrywał się od gruntu.  Potykał o wystające z ziemi kamienie. Przyspieszał przeciążony ciężką głową, żeby za chwilę łapiąc równowagę stanąć w miejscu, balansując jak na linie w cyrku. Rozłożone ramiona fruwały niezgrabnie. W przód i w tył, czasami wystrzeliwały gwałtownie w górę. Pajac, pajacyk, koślawa kukła. Wdeptując ślady po łzach nie mógł wrócić na śnieżkę, zabłądził w ciemnym borze. Siano wysypywało się z jego wysokich butów. Źdźbła ścieliły wąskie pasmo, dla śledzących go zająców. Wściekłe z pianą na pyskach, z drgawkami na całym ciele, długimi susami pokonywały znaczną już odległość, od miejsca wyjścia z ukrycia. Stawały na dwóch łapach, nasłuchując jego kroków. Czerń wdzierała się w źrenice, rozszerzając je boleśnie. Zakrywał dłońmi usta, żeby nie krzyczeć z przerażenia. Podarte ubranie, na których wisiały obluzowane guziki, szamotało się na jego chudym ciele, targane wiatrem.  Wirująca bezmyślność latała zataczając coraz węższe kręgi. Karuzel...

Łzy

nitce nawleczone łzy igły okiem pełnym zbliży je do supła korale krystaliczne założy jej na szyję związując ze sobą dwa końce