Posty

Wyświetlanie postów z 2017

Głupoty

Światełka zgasły. Stała w kącie i coś chrupała, zasłaniając się szalem z Alpaki. Czapka wisiała na niej niechlujnie. Powoli traciła swój żywiczny aromat. Co ona tam niupla? - zjadała mnie ciekawość. - Ach jejku! - wrzasnęła podskakując na jeden krzywej nodze. Odwracając się powoli, uchyliła rąbka tajemnej zdobyczy. Łysiejąca od spodu, zawstydzona prychnęła resztkami głowy mikołaja. Skrzywiła usta w cierpkim uśmiechu. - Ty potworze! - resztki skonsumowanego ludzika dyndały w jej chudych zielonych paluchach, powieszone za odstający kawałek sreberka. - Zjadłaś go, a on chciał przekroczyć nowy rok ze swoją datą przydatności. - Nic straconego, zostały jeszcze nogi - odpowiedziała z czekoladową słodyczą w głosie.

W lustrze wody

Obraz

List

W drzwiach, gadająca skrzynka uchyliła swoją paszczę. - Tfu, tfu, tfu... Papierowa koperta była wyjątkowo zimna. - O! Cho, cho, co? - jednym ciągiem, wydusiła przez metalowe ostre jak brzytwa zęby - Pogryzałabym ją na strzępy, ale to specjalna przesyłka. Napis z tabliczką ''Nie wrzucać reklam'' obwiesił się od jej podrygów, podskoków i przemycania, w głąb mieszkania priorytetowych informacji. - Od kogo to? - wydzierała się dwustronnie, kłapiąc blaszaną przysłoną. W miejscu nadawcy, widniała, drobna, jasna gwiazdka.  - Ciszej, słychać cię na całej klatce schodowej. - uspakajała ją łagodnym głosem.  Przez papier, przenikliwe lodowe igły wbijały swoje drobne końcówki w opuszki palców. Odłożyła ją na parapet, pocierając dłonie o siebie. Tym razem lekko rozszczelniona koperta, otworzyła się gwałtownie sama. Lawina śnieżnego puchu wysypywała się z białej półki lodowej na drewnianą podłogę. Ściany pokryły grube warstwy szronu, choinka z lasu, drgała miarowo swoimi kol...

-

Obraz

Belki

Obraz

Kocik

Obraz

Skansen w Stocholmie-Płaszczki

Obraz
Jedna z nich wypływała na powierzchnię opierając się o skały. Sprawiała wrażenie jakby się przy przygadała zwiedzającym.
Obraz

Rzeźnia

 Uwaga treść jest drastyczna. Schować się tam gdzie cień zamiera, a słońce nigdy nie obejmuje ręki. Poza marginesem błędu, idealnie wtopić się w punkt wyjścia. Stanąć prosto, brodząc w kałuży stygnącej krwi. Gumowe buty, ochrona przed skrzepami, upadkiem na śliskiej powierzchni.  Serce w dwóch chłodnych komorach zamknęło przedsionki. Martwe na chirurgicznym stole, odcięte od aorty. Na haku łeb zwisa w dół. Podcięte gardło w krzyku, podryguje jedną nogą, odruch nerwowy, kopniak - Życie! W powietrzu unosi się smród spożywanej energii. Białe płytki, sterylny blask. Z sufitu szyna skrzeczy szponiastymi końcami. Zaczepi jej wzrok, pociągnie za sobą. Stoi za ścianą, uszy prądem rażą świadomość, ogłuszają. Obryzgana tętnem błękitnej cieczy, zabarwia się z oddechem w szlachetną rubinową ciecz. Stoi w kolejce po śladach tych, których już gałki odbijają się od posadzki, wydłubane dzwonkiem. Szczecina odsłania nagie sprężyste pory, podobne do ludzkiej skóry. Masa, przygotowan...

Srebrna

 ze srebrnych igieł do szycia odbija metalicznym  szeptem skrzypiące krawędzie desek ktoś ją odwiedził stoi obwieszona łańcuchami bomby z lontem toną  w granatowej nocy przystani wystrzałowy czeka ją sylwester mruga zalotnie światełkami skrzaty powieszone za czapeczki wymachują wysoko rękami piernikowe ludki nadgryzione kruszą się żałośnie krasnal z lasu na sankach przyjechał w zielonej czuprynie ze świerkowego wieńca aromatem ją upiększa

Wczesnym rankiem

Obraz

Trzyma swój kamień

Obraz

Dzika róża

Obraz

Kto się nie zmieścił do domku?

Obraz

Nie lubię Mikołaja

Poplątanie z pomieszaniem pomiędzy fikcją, a prawdą. Stała przy kotle, mieszała w nim wywar drewnianą łychą. Opary oplatały jej siwe spięte w koka włosy, muskały zmarszczki, zagłębiając się w głębokie bruzdy przy oczach. Poszarzała cera, zrównywała koloryt z gęstą parą. Babka nie miała swoich dzieci, kupiła dawno temu dziecko prosto z kołyski. Bieda odsprzedała jej swoje potomstwo. Był dla niej wszystkim, co miała cennego. Krasnolud o łagodnym usposobieniu, a jej mąż, był pracowitym i cichym osobnikiem, wypełniającym  swoje codzienne obowiązki. Wychowanek dorastał pod czujnym okiem obojga rodziców. Był ich dumą, o zmienionym imieniu, o czym nie miał pojęcia. Popijał w nastoletnim wieku bimber, musiał podczytywać tradycję zastępczej rodziny. Każda okazja, czy to świniobicie czy żniwa okraszane były tym pędzonym potajemnie przez przybraną matkę trunkiem. Kobieta władcza, nie znosząca sprzeciwu, knuła plan. Księżyc jednym okiem zaglądał przez niezasłonięte okno do małej dziewczynki. ...

Dziki szczur

Obraz

Z głodu

W stodole schowany w półmroku, leżał z wyciągniętymi łapami. Każdy ruch sprawiał coraz silniejsze rozsadzanie wnętrzności. Napęczniały bok, twardy jak kamień unosił sierść w górę. Białe pasma na wzniesieniu cierpienia, drgały konwulsyjnie. Z pyska wystawała garść słomy, zagryzał ją w cichym skowycie. Brązowe ucho oklapło złożone na pół. Zimna posadzka z piaskowca, nie dawała ukojenia. Śmierć podana na tacy, uwalniała powoli swoje substancje. Trwało to za długo, był małym psem. Głodnym, nikomu nieprzeszkadzającym kundlem. Drugi zdychał podobnie, próbując ukoić żar wnętrzności w płytkim potoku. Położył się tam, zanurzony czekał na ostateczny cios. Za długo to trwało, był dużym psem. Wyszedł po niskich schodach. Zawył ostatni raz w nocy. Odgłos pożegnania przeszył mury domu. Stara lipa wydrążona przez korniki, zaglądała przez okna. Dziurawa czekała na zęby piły, ręka gospodarza przesunęła się po jej pniu kilkukrotnie. Kaflowy piec pochłonął kaloryczne drewn...

Wymarzony dom

Obraz

.

Obraz

Wspomnienie lata

Obraz

Słomiany

Chwiejnym krokiem odrywał się od gruntu.  Potykał o wystające z ziemi kamienie. Przyspieszał przeciążony ciężką głową, żeby za chwilę łapiąc równowagę stanąć w miejscu, balansując jak na linie w cyrku. Rozłożone ramiona fruwały niezgrabnie. W przód i w tył, czasami wystrzeliwały gwałtownie w górę. Pajac, pajacyk, koślawa kukła. Wdeptując ślady po łzach nie mógł wrócić na śnieżkę, zabłądził w ciemnym borze. Siano wysypywało się z jego wysokich butów. Źdźbła ścieliły wąskie pasmo, dla śledzących go zająców. Wściekłe z pianą na pyskach, z drgawkami na całym ciele, długimi susami pokonywały znaczną już odległość, od miejsca wyjścia z ukrycia. Stawały na dwóch łapach, nasłuchując jego kroków. Czerń wdzierała się w źrenice, rozszerzając je boleśnie. Zakrywał dłońmi usta, żeby nie krzyczeć z przerażenia. Podarte ubranie, na których wisiały obluzowane guziki, szamotało się na jego chudym ciele, targane wiatrem.  Wirująca bezmyślność latała zataczając coraz węższe kręgi. Karuzel...

Łzy

nitce nawleczone łzy igły okiem pełnym zbliży je do supła korale krystaliczne założy jej na szyję związując ze sobą dwa końce

Kaczka

Uwaga treść jest drastyczna.  Zamiast budy miał wyciętą dziurę w drzwiach stodoły, wewnątrz pod opartą przy ścianie deską było jego legowisko. Na kamiennym podłożu trochę słomy, dopóki gruby do wypasania krów łańcuch nie wygarnął wszystkiego ze środka, w trakcie przechadzek na zewnątrz. Na szyi miał obroże z grubej skóry z mocną klamrą. Obwieszona pod ciężarem żelastwa. Kółko za kółkiem, ogniowa splecione jedno po drugim wyznaczały jego zasięg. Pchły, które czasami łapał biegały po nim przedzierając się przez grube futro. Odsłonięte pasma sierści zdradzały intruzów. Czarna krótkowłosa Łajka, była drobnym czarnym kundlem z białym krawatem pod szyją. Tego dnia kury jak zawsze, chodziły co jakiś czas zatrzymując się w miejscu i wlepiając jedno oko w grunt zastanawiały się czy warto uderzyć w obiekt dziobem. Gdakały między sobą, kogut wypinał prężnie klatkę. Gdyby nie ten grzebień, byłby marną sztuką w tym podwórkowym teatrze. Gęsi regularnie wędrowały do strumienia,...

Sędziwy dom

Próba opisu wnętrza. W tym wąskim zakrzywionym rombie okna, parapetu nie było po zewnętrznej stronie. Miska na metalowym stojaku czekała zawsze na zimną wodę w kranie. Obskurne drzwi do spiżarni, do której tylko wilgoć zaglądała, zamykając za sobą wejście na  haczyk. Czasami za nią wchodzi tam mała, drobna blondynka. Ściany posiniałe i miejscami czarne, miały przywilej - masowały je nogi, nagich, nakrapianych ślimaków. Przechadzają się po nich wzdłuż i wszerz, szukając nie wiadomo czego. Wysoko pod sufitem było wąskie okno bez szyby, z drobną kratką.  W najdalszej części tego pomieszczenia, skrywała się wnęka oddychająca chłodem. Przenikliwa i wstrętna, idealna do kiszenia kapusty. Niejedna głowa została tam zszatkowana, w drewnianej beczce spoczęła zasypana solą. Bieganie bosymi stopami dokoła kapuścianych ścinków, było zawsze wesołą odmianą, dla posadzki, która łaknęła towarzystwa domowników, było to chwilowe urozmaicenie pustostanu.  Łukowe sklepienie. Pralka Diana i ...

Porządki

Tapczan zaczął się kocić, małe puszyste kulki wychodziły powoli  spod niego. Turlały się po drewnianych dechach, wyraźnie zadowolone. Wylazły na światło dzienne. Za oknem trochę pochmurno, ale im to nie przeszkadzało. Przeciągały się prostując grzbiety. Małymi pazurkami drapały podłogę. Pokrywały ją siwizną teraz tylko brakowało, żeby zaczęły się czepiać skarpet. Kapcie już dawno mi zeżarły, ich kumple mole. Smaczna ciepła owcza wełna długo mi nie ogrzewała nóg. Przyjacielskie stworzenia, ale mają coś co korci w nosie, kicham na ich widok za często. Małe bez sierści cudaki, wywołują alergię. Podstępnie wytoczył się z szafy. Czarny z długą rurą i wielką ssawką. Smok z zielonymi przyciskami. Długi ogon z wtyczką, taki nowoczesny musi się zakontraktować ze ścianą. A może skontaktować, kto ich tam wie. Czai się za progiem pokoju. Zachęcam go kopniakiem  - Dalej zrób z nimi porządek, przecież wiem jak je lubisz. - Uśmiechnął się szyderczo. Przejechał mi po stopie, cham jede...

Kreskacze

Z kreski, szybko pociągniętej po śladzie skośnej stalówki, powstał cienki zarys głowy. Owalny nakreślony jajowaty kształt. Nie zapowiadał nikogo interesującego. Skrobanie metalowego narzędzia upuszczającego ciemną ciecz wyłoniły z korpusu rękę, bez palców, która była małym zakrzywionym kikutem, lekko drgała. Z drugiej strony miał palce przypominające, patyki, grabki zgrabne i proste. Nogi w sam raz, bez zbędnych wypukłości. Elastyczny wytwór pęczniał nabierając powietrza, wyłaniał się z płaskiej powierzchni uwypuklając swoje ciało. Uniósł się minimalnie odrywając od kraciastej powierzchni. Niebieskie okienka przytrzymywały go naprężone jeszcze przez chwilę. Zerwane stare drukowane sieci uwolniły Kreskowca. Przesuwał się chwiejnie. Zaraz za nim powstawały następne mniej lub bardziej kształtne Kreskacze. Szorowały swoimi cienkimi rysami po lekko chropowatej powierzchni. Zerkały na siebie ukradkiem, dziurawe brzuchy dotykały swoimi paluchami. Drgającymi niczym fala ustami, cedz...

Zmrożone

Obraz

-

Obraz

Postać cz. 6

Pchła wyskoczyła z czarnego skołtunionego miejscami pyska. Pacnęła swoimi sprężystymi nogami w skroń Tyko. Wzdrygnął się potrząsając głową. Spadła na podłogę obok niego. Rasowa, brązowa paskuda. Wytrzeszczyła czerwone kły z chichotem. - Jak smakujesz od środka. Podskoczyła bliżej, kołysząc się na boki, w amoku, żądna życiodajnej cieczy. Szpilka wbita w jego mysie serce drgnęła. Pchła rzuciła się w jego stronę wymachując nogami. Długim podskokiem wskoczyła na niego wbijając zębiska w szyję. Tyko otworzył szeroko usta. Wyszarpnął ja z całej siły z odrazą. Wpadła pod parchatą nogę stwora. Rozmiażdżył ją jak starą chrupkę. Olbrzym przeszedł kilka kroków w stronę okna, spłoszył mysz, która stała zza wywróconym krzesłem. Podbiegła do Tyko i wyciągnęła cienki drucik z jego koszuli. Serce z szelestem opadło na podłogę. Zamrugał gwałtownie powiekami. Cichy jęk uleciał z jego siniejących warg. Zamazywał się obraz, odpływał, wolnymi ruchami rąk, chciał chwycić z powrotem,...

Liljeholmen

Obraz

-

Obraz

-

Obraz

Miasto nocą

Obraz

Lunapark

Za duże spodnie, pumpy, czerwone w kolorowe pasy, galoty. Przebierałam nogami zaplątując się o własne kolana. W pasie luzy, szelki z metalowymi żabkami, naciągnięte, wpijają mi się w ramiona, podtrzymując przy tym balast. Wypchane kieszenie, a wszystko w nich miałam, torebka nie była mi potrzebna. Normalnie kosz na pranie jest węższy w obwodzie.  - Cholera! Te wielkie buciory. Kałuża okazał się zbyt głęboka. Po kostki utonęłam w bagnie.  - Nie! - wrzasnęłam w wolną przestrzeń. - Ups! Głowa jak u żółwia wcisnęła mi się w ramiona, z wrażenia na jego widok. Szyja krótka z głupkowatą apaszką w groszki, zatopiła się w jedwabnej tkaninie. Stał nade mną dyrektor naszego Wesołego, tfu! Diabelskiego miasteczka, sapiąc ze złości.  - Gdzie byłaś! -wycedził przez zaciśnięte zęby. Gwałtowna fala dźwięku uderzyła mnie w klatkę piersiową. Aż Zawahałam się z odpowiedzią. Światła kolorowych sznurów przy beczce śmiechu, zamigotały impulsywniej.  - Byłam malować twarz z naszą ...

Postać cz. 5

   Wdrapał się na porośnięty mchem głaz, miękka powierzchnia zapadała się pod jego niewielkim ciężarem. Z tego miejsca widział całą okolicę. Szałas z gałęzi sosny podparty był, grubymi, krzywymi palami. Wejście nie było niczym osłonięte. Kuszący zakątek, suchy kawałek podłoża. Na rozciągniętym sznurku wzdłuż połamanych pni, wisiały sporych rozmiarów ubrania.    - Ludzie, tam są!    -  Ludzie! - Echo odbiło jego radosny głos, od pobliskich skalnych ścian.    - Hop, hop! - Zwinnie zeskoczył, pochylił się podnosząc kształtny kamień.  W podskokach dotarł na miejsce. Ostrożnie stąpając podszedł do siedziby, w której wnętrzu zastał, potłuczone naczynia, z resztkami zaschniętego jedzenia, które leżały dookoła kamiennego kręgu. Skórzane legowisko rozciągnięte przy palenisku, było mocno nadpalone. Skorupki od jajek i pióra upchane po zakamarkach wnętrza przypominały ogromne gniazdo. Rozglądał się niepewnie. Ława zamiast stołu, brudna była od sad...

Postać cz.4

  Drzewa, szczególnie te małe siewki potrafią być złośliwe. Dokuczają sobie na wzajem, szturchają, rzucają w siebie grudkami ziemi. Wiekowe drzewce, spokojnie przyglądają się walce potomstwa, na niższych partiach poszycia. Tyko nadepnął na wystający korzeń, który uniósł się gwałtownie w górę. Wił się wystrzeliwując w górę. Objął go ramionami, wymachując nogami w powietrzu.        - Na pomoc! - krzyczał tak głośno, jak tyko potrafił. Z potężnego pnia wąskimi szczelinami w korze przemówił, zachrypłym, suchym głosem. Dębowy król zaszeleścił liściastą koroną, zgrabiałymi  palcami szturchną Tyko w plecy.        - Mały włóczęgo, jak chodzisz - nadepnąłeś mi na odcisk - potrząsnął nim w powietrzu. Tyko zamknął oczy i piskliwym głosem wymamrotał.     - Nie chciałem, nie wiedziałem, że to twoja noga. Drzewo otworzyło szeroko oczy - zgubiłeś się, tędy daleko nie zajdziesz.     ...

Postać cz. 3, 2, 1

Boli, słup w plecach wykrzywiony nie może utrzymać w pionie latarni. Wygiął się w niewłaściwą stronę. Słaby układ z czerwonych włókien i miękkiej tkanki. Nie było sztormu, ani tsunami, które wtargnęło gwałtownie w nerki. Podniosłam rękę zahaczając o zwisający kabel podłączony do komórki. Spadła mi z brzegu biurka na głowę. Ciasny pokój, meble z euro palety przylegające do siebie zwarcie, piętnowały klaustrofobię. Guz powinien zejść równie szybko jak gaśnie ekran. Przyrosła mi do palców komórka.  Tak, już jestem naciskam guzik, przesuwam po nim opuszkami. Zanim przetrę jeszcze oczy. Strona startowa, logowanie, użytkownik nr Nie, nie mam numeru, mam nazwę. Do tego plan i nie zawaham się go użyć. Wyciągam z szuflady wszystko, co jest mi niezbędne. Budowa postaci, mój cel do zrealizowania.  -Trzy, dwa, jeden, start! Przygoda rozpoczęta. Kartki w kratkę, zaostrzone pióro, czcionka pisma Caps Lock, odręcznego się nie doczytam. Wygodny fotel obrotowy, porządek na biurku i ...

Topole

Obraz

Żółto

Obraz

Eksperyment

Opuszczony instytut doświadczalny.  Z porozrywanych kawałków papieru, cząstki pyłu unosiły się ponad jego głową. Do nozdrzy wpadały z porywem zachłannie wciąganego powietrza. W sekundę osadzały się na ściankach płuc. Wrastały w tkankę zaklejając ją szczelnie. Zakrywał usta dłonią, zaciskając między sobą palce. Powykręcane nogi z widocznymi źle zrośniętymi kośćmi, spowalniały każdy ruch. Przesuwał się pośladkami po szorstkiej brudnej podłodze. Poszarzałe strony, pogniecione w zmiętolone kule, leżały porozrzucane na stole z chirurgicznej stali. Wisząca lampa wpatrywała się w niego ogromnymi kręgami światła. Oślepiła go wkłuwając punktowo cienkimi wiązkami rozszczepionego błysku. Laserowe stróżki przenikały jego czaszkę. Oddech z szybkiego biegu, spowalniał, zamierał, żeby po dłuższej chwili szarpać całym korpusem. Odrywanie dłoni wiązało się z łamaniem ramienia. Trzask i stłamszony krzyk. Po raz kolejny bezwiednie opadała ręka, uchylając dostęp otwartym ustom do tlenu. Łzy wymie...

.

Obraz

Przyziemnie jesiennie

Obraz

Troll

Obraz

Z dymem

  Dżdżysta poświata nieba szarpana ciężkimi skupiskami pary, uwalniała się spadając na chodnik. Chlup, chlup, chup, w za dużych kaloszach małe stopy. Przesuwały się z każdym krokiem ocierając boleśnie skórę. Skarpetki z dziurami  na palcach, przesiąkły do ostatniej zerwanej nitki. Wystające drobne dłonie z rękawów, lekko posiniały od zimna. Zaciskał piąstki, chcąc zatrzymać ulatujące z niego ciepło. Pochylał się za każdym razem, kiedy wychodziły ze swoich tuneli, pełzły w cienkiej warstwie wody po chodniku. Ślepe z pierścieniami podążały prosto przed siebie. Wymijał tylko te, które były blisko zejścia z tej niebezpiecznej trasy. Pozostałe zabierał odkładając w bezpieczne miejcie.   Zające skubały trawę, przyglądając się dziecku w żółtych kaloszach. Same miały posklejane futro od ściekających po nich stróżek wody. Jesienna aura, poprzeplatana z tłumionymi kolorami złocistych liści, wypełniała zakamarki opuszczonego domu.    Ceglasty komin, poczerniały od sadzy u...

Kapelusik

Obraz

Zakrzwione

Obraz

Tam gdzie zawsze

Obraz

Blog

 W czasie przeprowadzki rozdzieliłam bloga, tu jest początek mojego blogowania. Zainteresowanych moimi korzeniami zapraszam.   https://wianeczek.blogspot.se/

Wredny podrapał liść

Obraz

:)

Obraz

.

z konarów płomienie spadają miękko oplatając skrawki odsłoniętej czerni dotykają mokrych stóp strącających z pobliskich źdźbeł skupione cząstki rosy krystaliczna poświata rozczepia wiązki na fale barwnych półkuli ognistym spojrzeniem tęczówki przeszywa zieleń spoglądając w górę zrywa wiatr z progu miedzy niebem a ziemią podąża jej tropem rozwiewając drzewom zmęczone gałęzie zabierając ciężar pozłacanych talizmanów

Magnetofon

Uwaga: treść jest drastycznie obrzydliwa. Do linii wysokiego napięcia podłączone wzdłuż drogi domy, oświetlały wioskowe ciemności. Żółte ciepłe światło ze szklanych baniek z drucikami, rozproszone pomiędzy domownikami, wychodziło nieudolnie zza firanek i zasłon. Nie mogły dosięgnąć swoimi długimi pasmami, poruszających się wolno szarych istot. Tonęły w zarysie starej sąsiadującej rudery, znikających w mglistych oparach. Mosiężna klamka z lwem, wisiała obluzowana. Za budynkiem, białe brzozy szumiały niespokojnie. - Mamusiu, mamusiu, mamo! Wewnątrz nie było prądu, kable obluzowane odchodziły od tynku. Świece wypalone do końca, pokryte warstwą kurzu zapłonęły gwałtownie. Zapałka wypadła z jego ręki zgasła przyduszona ciężkim butem. Knot nasączony parafiną pochłaniał łapczywie tlen, kopcąc czarnym dymem. Drobną dłoń poczerniałymi paznokciami, drapała blady policzek. Kępa wijących beżowych długich glist, zsuwała się po nadgar...