Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2018

Klucze

Dlaczego oni patrzą na nią, nie ma rudych włosów, to nie ich barwa ściąga ich wzrok, nosi czapkę, spod której wystające kosmyki nieznacznie zdradzają jej rdzawy odcień. Na ich twarzach jest zdziwienie, zaskoczenie, przyglądają się wnikliwie, obserwują szukając odpowiedzi. Na jakie pytanie ma im odpowiedzieć spojrzeniem, co takiego zauważają, o czym ona nie wie? Rysy ma lalki, małego dziecka, ktoś tak kiedyś stwierdził. Ale jakie to ma znaczenie dla ogółu. Nie znają jej, nic o niej nie wiedzą, ale ufają, tak bardzo ufają. O nic nie musi pytać, sami otwierają bramy do swoich wnętrz. Skrywają w nich pokłady cierpienia, samotności i tęsknoty. Nie jest posłańcem śmierci, ale nosi przy sobie pęk kluczy, brzęczą kryształowym tonem na jej szyi. Dławi się łzami od środka gasząc płomień nigdy niegasnący. Kościste oblicze, jest blisko, tak bardzo blisko. Puste oczodoły, klatka dla ptaka, trzepoczącego maleńkim sercem jest otwarta. Miednica połączona z pionem kręgów, piszczele, kostki kosteczki, ...

Akryl na płótnie - Bez tytułu

Obraz

Tyko i Lalunia

Z półki spadł kosmyk zwinięty w obrączkę, należał do niewiele większej od ostrzy nożyczek  postaci. Skulona siedziała przy doniczce z kaktusami. Opierając się o podstawek, który drgał w rytm jej roztrzęsionego ciała. Tyko, stał z wycelowanymi w nią metalową paszczą. - Co za peruka! - wrzasnął poirytowany, a ona ożywiona nie wiedziała co się stało. - Jestem tu od pięciu minut, a ty odgrażasz mi się tym żelastwem – cicho wyszeptała chowając głowę w ramionach. - Brzydka poczwarka! - miała być dama z pierwszej jakości, a nie straszydło. - Tupał nogą, gotowy wyciąć ją w pień. - Spójrz, jaką mam śliczną sukienkę – błagalnym tonem, próbowała odwrócić jego uwagę od swojej twarzy. Miała na niej mnóstwo nieregularnych odcisków linii papilarnych. Z plastycznej masy wyszła kulfoniasta istota. Palce u rąk przypominały tłuste gąsienice zaciskały się na lekkim i zwiewnym jedwabnym materiale dolnej części sukni. - Zrzucę cię na stół, niech cię rozwałkuje butelką – krzyknął, aż poskoczyła. -...

Parodia

Siedział na pniu wpatrzony w dal, którą przesłaniały mu powalone drzewa. Huragan łamał je niczym zapałki, z drzazg robił sobie wykałaczki. Dłubał w gęstwinie zarośli, dźgając ukrywające się przed nim zające. Błyskawice miały zbyt krótkie bicze, żeby podpalić leżące konary. Uderzały z gromkim hukiem w ziemię. Długi lej zassał go, kiedy na poboczu przy lesie sprzedawał grzyby. Podeszła do niego z zaskoczenia, nie zdążył chwycić kapelusza na swojej głowie. Wir powietrza był tak gwałtowny, że prawie pozbawił go odzienia. W samych kalesonach oblepiony swoimi zbiorami liczył zarobione grosze, które wleciały z kieszeni spodni. Toto, kundel wymachując łapami, szczekał lecąc wystrzelony jak kamyk z procy. Nagle wszystko runęło na ziemię. Podcięta trąba ulotniła się rozpływając w przestworzach. Drwal podszedł do zamyślonego zbieracza. Skrzypiał przy tym okrutnie, blacha zardzewiała odrywała łuski, sypiąc rudym pyłem na jego brodę. - Wyglądasz teraz jak lew, ale pewnie jest ci zimno. Ubierz się ...

Spotkanie

Duże koła od wózka inwalidzkiego obróciły się, skrzypiąc na gładkiej podłodze. Siedział na nim ze zwieszoną brodą. Posypane włosy srebrnymi pasami, odbijały wiązki światła, od wiszącej nisko lampy. Wychudłe ramiona, powykręcane od reumatyzmu dłonie. - Tato? Wzdrygnął się unosząc zmęczony wzrok. - Kto tu jest? - Zacisnął dłonie na oparciach, chciał wstać, ale był zbyt słaby. Opadł gwałtownie na wgniecione siedzenie, ciężko wzdychając.  Z ruin domu unosiły się cienkie wstęgi dymu, zawiązywały swoje końce w kokardy. Prezenty ponad dachem, ze spotkania po latach, czyżby? - Wiesz gdzie jesteś? - ściszyła tembr głosu, żeby go bardziej przestraszyć. - Nie, nic nie widzę, zdejmij mi to z głowy. Duszno mi, nie mogę swobodnie oddychać. - Mi też brakowało tchu, kiedy na mojej szyi puchły siniaki. Twoje buty zdarły mi skórę z pleców, sweter nie zapewni mi wystarczającej ochrony. Moje krzyki słyszały ściany. Twoje pięści mnie do nich zbliżyły. One były moją podporą, żebym nie zemdlała. Twarde ...

Niestrawny dom

Uwaga: Treść obrzydliwie drastyczna. Częściowe nawiązanie do ''Magnetofonu''.  Zabulgotało we wnętrznościach kamiennej bryły. Świeżo wyciśnięte soki skapywały z belek pod sufitem, rozchlapując żrącą substancję po obdartych z tynku ścianach. Nasiąkały żółcią z resztkami spożywanego płynu. Włosy zlepione w pasma wisiały na nitkach, rozwleczonych po całym pomieszczeniu. Narzekała na ból, po prawej stronie twarzy. Zdejmij skórę. Przytrzymywała pacami kauczukowe zamglone kulki, oślizgła maź próbowała je uwolnić, kiedy obracając nimi w różne strony na oślep szła przed siebie. Druty wbite w skroń, nie przeszły na wylot. Nagie mięśnie twarzy, z odsłoniętymi dziurami po nosie, oblepione były skrzepłą brunatną papką. Wyraz smutku obwiesił żywą tkankę w dół. Odsłonięte zęby, poczerniałe od kwasu, zaciskała ze zgrzytem, wypychając je językiem do przodu. Stare ubrania wisiały na jej przesiąkniętym potem ciele. Mieszanka odoru połączona ze stęchlizną,  skraplała się na szybach okien...

Akordeon

Czysta koszula, wyprasowane spodnie i czarne, wyglancowanej do błysku buty. Dbał o siebie, nie rozrzucał skarpet po pokoju, wszystko leżało na swoim miejscu. Przeczesał ciemne włosy w obrotowym lusterku, na kuchennym parapecie. Ciemnozielony akordeon, wisiał spięty skórzanymi paskami na zatrzaski. Odegra teraz swoją rolę, na cotygodniowej libacji w wiejskiej chacie.  Przy stole ten sam skład, z wódki zakąsek i kieliszków. Musztarda w słoiku  i kiszone ogórki. A on w jego rękach wygrywał akordy do akompaniamentu śpiewanej przez ojca piosenki. Zamulonym wzrokiem, patrzył gdzieś nieobecny. Procenty przenosiły go w inny rejony, gdzie nikt inny nie miał wstępu. Spokojny, wyjątkowo spokojny dopóki siedział. O czym rozmawiali, co spowodowało, że nagle znaleźli się na poboczu w dość głębokim melioracyjnym rowie. Było ciemno, trzymała rękojeść wózka, w którym leżało maleństwo, zatrzymała się zaciskając mocniej dłoń. Ulica była pusta. Do domu miała za daleko. Muzyka grała w oddali, zah...

Rubinowy

Wisiał w ciemnym pomieszczeniu, na żyłce która oplatała zardzewiały gwóźdź. Przyprószona rama była świadkiem dawno nieodkurzanych kątów. Płótno skrywało w przebłyskach rubinowej czerwieni wyłaniającą się postać. Odchylona w tył głowa żarzyła się piekielną temperaturą. Szerokie pasma pociągniętej po bokach farby, nie zdążyły zamaskować gotującego na ogniu wieczności, pozbawionego widzenia człowieka. Zamknął powieki, odpływając w oparach smażącego i topiącego jego skórę ognia. Skapywały długimi pasami na ruszt w kominku. Syczał zajadle, wierzgał nogami, rozsypując popiół w palenisku. Kawałki drewna wytoczyły się na metalowy odcinek podłogi. Napęczniały kornik pękł z wypływająca żywicą. Nagie mięśnie, odkrywały stopniowo biało - czarne od sadzy kości. Oczodoły świeciły żółtym blaskiem. Długie włosy wisiały muskane przez dym, posiwiał. Twarz zwiędła niczym rodzynka obwisła, zsuwała się powoli w dół. Przywierał do podobrazia, napinając blejtram. Ostra intensywna barwa powoli zastygała uwyd...

Z zakazanego ogrodu

Przez haczyk podniesiony, otworzyła furtkę. Po bieli toni podeszła do nich.  Czarne zwieszone głowy, zamknięte w uścisku dłoni krystalicznej poświaty. Poprószone pudrem, obsypane skruszonym lodem. Makówki w pionie zdobią śnieżnobiałe mini kapelusze. W koper wplotła nici z igłami, kołysze teraz na swoich sztywnych pustych kwiatostanach, odciski zimnej panny. Welon z pajęczyny migocze skrycie, a za nim grządki wypukłe tworzą zaspy.   Malwa stopniami do nieba zasuszyła po płatkach łuski. Wybija się wysoko nieścięty w porę okrąg, żółtego kiedyś ziarna. Pod jabłonią stolik z krzesłami, przykryte ich siedzenia zastygły w miejscu, majacząc o cieple i obrusie w kratkę. Jeżyny liście nie opadły, wiszą wybijając zielone tony spod cienkiej warstwy lodowego oddechu. Na środku rozczochrane krzewy, mają proste niczym druty poprzycinane nienaturalnie gałęzie, sterczą nastroszone porażone zimnym prądem. Obraca się w miejscu wiruje, dokoła błękitu rozpływający się obraz. Upada i otwiera ramio...