Mroczny—korzenie Sessili cz.2
Pukanie do ruderowych drzwi było niczym szelest liści. Przytępiony słuch staruszki odebrał sygnał wiercącego się w muszli winniczka. Obracała głowę na wiotkiej szyi, Światowid peryskopowy lustrował pomieszczenie. Cień pod wywarzonymi z zawiasów drzwiami lekko się poruszył. — Kogo tam niesie!? — westchnęła chrapliwie i unosząc się na powykręcanych paluchach u stóp podreptała baletowym krokiem w stronę wyjścia. — Tup, tup, tup, powieszony mały trup... — nuciła pod orlim nosem, grzebiąc w kieszeniach drapowanej sukni. Gdzieś w tej przepastnej otchłani kobiecych zakamarków był eliksir śmierci... — Jest! — wydusiła, wywracając oczyma w górę. Z impetem otworzyła swój dobytek, stojący na zewnątrz mężczyzna ledwo zdołał odchylić się od skrzydła rozpędzonych drzwi. — Trzy krople w oko jedna na czoło i do wora! — Wymachiwała paluchem niczym kropidłem. — Kobieto! Jestem kurierem, przynoszę wiadomość. — Ciemna twarz przybysza zrobiła się purpurowo-granatowa. — Kurier! ? — Co to za nowa osada, któr...