Posty

Wyświetlanie postów z 2021

Mroczny wskrzeszenie cz. 3

 Szedł coraz wolnej, przytrzymując jedną ręką naderwany rękaw płaszcza. Wiatr popychał go do przodu, wychładzając i tak już bez krwiste ciało. Aura zmieniała się w kalejdoskopowej ferii kolorów. Zachodzące słońce zaglądało pod kaptur poszarzałej w prochach ludzkich twarzy. Resztki betonu z anielskiego stelaża powbijały się w czarne włosy. Charakteryzacja śniegu była szczególnie nieudana. Lokaj zgrabnymi ruchami dotrzymywał kroku Mrocznemu. Wypchany aż po uszy pyłem z krypty usiłował zachować powagę sytuacji.  Milczenie jednak nie było jego mocną stroną i kiedy słońce utonęło zza wzniesieniem pył stopniowo wylatywał z ust. — Obłąkana! Panie to dziewuszysko prawie by cię zabiło. Skąd ona miała tyle siły? — Lokaj przywracał zdarzenie z krypty na szpuli pamięci. — Gdyby anioł był mądrzejszy siedział by przy niej. — Mroczny wymownym błękitnym spojrzeniem przeszył   Lokaja. — Aż mnie przeszły dreszcze Panie, tak się bałem tej poczwary, że śmierć musi być taka obrzydliwa, k...

Klinika - miniatura

 Sterylne blado trupie ściany z zimnej stali oświetlał reflektor medycznej lampy. Zgrzyt metalu wyłonił z krawędzi ciemnej plamy igłę. Kropla wisząca na jej ostro otwartej głowie świeciła czerwonym blaskiem. Kontury białej postaci przemieszczały się po pomieszczeniu bezszelestnie. Szklany parawan przysłaniał drobną kobietę z mocno zarysowanym nosem. — Czujesz coś? — nieśmiało zapytała wyciągniętego z zabrudzonej klatki szczura. Niebieskie rękawiczki pocierały szklaną strzykawkę. Zwierzę wąchało z dużym zaciekawieniem otoczenie, stając na dwóch łapach, czekało na smakołyk. Doping ze szklanej buteleczki wystarczał zaledwie na kilka godzin. — Masz kolego jedną działkę, a później do roboty. — Zmrużyła brwi, mierząc kark gryzonia. Słaby pisk rozległ się po sali. Dwa kroki dalej leżał na kozetce znieczulony pacjent. Mrugał gwałtownie powiekami. — Przed tobą krótki spacer. — Przytuliła białe zwierzątko i położyła przy głowie pacjenta. Rozwieracze szczęk odsłaniały czerwone dziąsła oblepio...

Poddasze - miniatura

 Tupanie nad głową doprowadzało go do szału. Wiszące od ucha do ucha sznureczki ze stoperami zrobionymi z kokonów morw, obijały się przy każdym gwałtownym odchyleniem głowy w górę. — Cholerny sufit! — zgrzyt zębami przecierał skruszone już do połowy korony zębów. Szurnął krzesłem, uderzył widelcem w czarną tarczę tłuszczowej podkładki i odchrząknął. Korek pożółkły wyskoczył z usznej trąbki. Ciemne paluchy po oraniu strupów na głowie usadowiły go na miejscu. — Dorwę te dzieciaki, małe stupko-pokraki, że matka nie może rozłożyć dywanów. Gromada desko tupaczy ponownie przebiegła mu nad głową. — Przyjacielu, nie skupiaj na nich uwagi, to przestaniesz ich słyszeć. — Świeżo ogolony krępej budowy brat bliźniak pocieszał strapionego pisarza. — Siedzę tu już tak długo, nie mogąc nic napisać, że każdy szmer jest wystrzałem z pistoletu w moją obolałą głowę. Trzaski ubijanego mięsa zza ściany w niedzielny poranek zmusiły go do obwiązywania głowy poduszkami z ubitego kaczego pierza. W dłoni drg...

Mroczny—korzenie Sessili cz.2

Pukanie do ruderowych drzwi było niczym szelest liści. Przytępiony słuch staruszki odebrał sygnał wiercącego się w muszli winniczka. Obracała głowę na wiotkiej szyi, Światowid peryskopowy lustrował pomieszczenie. Cień pod wywarzonymi z zawiasów drzwiami lekko się poruszył. — Kogo tam niesie!? — westchnęła chrapliwie i unosząc się na powykręcanych paluchach u stóp podreptała baletowym krokiem w stronę wyjścia. — Tup, tup, tup, powieszony mały trup... — nuciła pod orlim nosem, grzebiąc w kieszeniach drapowanej sukni. Gdzieś w tej przepastnej otchłani kobiecych zakamarków był eliksir śmierci... — Jest! — wydusiła, wywracając oczyma w górę. Z impetem otworzyła swój dobytek, stojący na zewnątrz mężczyzna ledwo zdołał odchylić się od skrzydła rozpędzonych drzwi. — Trzy krople w oko jedna na czoło i do wora! — Wymachiwała paluchem niczym kropidłem. — Kobieto! Jestem kurierem, przynoszę wiadomość. — Ciemna twarz przybysza zrobiła się purpurowo-granatowa. — Kurier! ? — Co to za nowa osada, któr...

Wskrzeszenie — Mroczny cz. 2

 Lokaj wyszedł z krypty, kaszląc w białą chusteczkę. Podskakujący w powietrzu materiał przyciągnął uwagę siedzącego dwie alejki dalej betonowego anioła. Rozłożył skrzydła, gruchocząc metalowy stelaż. Druty wystawały niczym zbrojenie budynku. Wstając rozdarł szatę w kilku miejscach. Stróż pochowanej przy nim kobiety przeciągnął się leniwie. — Zaraz wracam moja droga. — Kamienny wyraz twarzy skierował w stronę grobowca. Z medalionu na płycie spoglądała blada twarz w czarnym czepku przewiązanym pod brodą. Powoli człapał ciężkimi stopami w kierunku Lokaja. — Wiedźmo zdrewniała, wstawaj! — Mroczny potrząsał kruszącym się ciałem. Jedyna nadzieja na uratowanie dzieci roślin leżała z rozłożonymi rękoma bezradnie. — Panie, idzie tutaj stróż, pilnuje nawiedzonej panny, a ona bez nadzoru... Mroczny spojrzał przez ramię Lokaja. Sroga wyszczerbiona twarz nielota zsyłała z nieba gromy. — Trzaskają z niego spięcia elektryczne. — Mroczny wyszeptał stojąc z podniesioną dłonią udając, że trzyma biał...

Wskrzeszenie - Mroczny cz. 1

 Tunele ciągnęły się wzorzystym odbiciem żył liścia klonu. Wracał do głównego korytarza, wysypując drewniany granulat z odwłoku. Skrobanie dolatywało do Wiedźmy obwiniętych chustą uszu od kilku godzin. Nieznośny gryzący zmysł dźwięk przypominał drewniany fotel, w którym bujała się zasypiając z dzieckiem roślin na ramieniu. Przywołana kołysanka o kornikach, przerzuciła wspomnienie do starej chaty, gdzie nuciła ją drewnianej główce, gładząc badylaste strączki. Zasypiał z otwartymi sękatymi gałkami, matowym spojrzeniem ćmy żegnał światło. — Lulili, lullli kornik wierci dziury. — Staruszka nuciła przez wiotkie usta melodię. Zamknięte szczelnie pudło chrupnęło złowieszczo. Przebita na wylot deska wpuściła wiązkę światła. Robak wydrukował linie życia na jej zdrewniałej dłoni. Zacisnęła palce na niewielkiej książce. Drugą odgarnęła woal z włosów. — Zaraza! — Kto zakłóca spokój zmarłych? — Uniosła głowę bliżej wieka. Blady cień pokrył wieko, drewnianą skrzynię oplatały pomalowane gałęzie b...
 Kopniakiem wyważyła drzwi. Wpadli do środka niczym zabłąkany przeciąg. Wąż wycierał pysk w jej ramię, a ona dopadła do misy z wodą stojącej w rogu izby. Tafla w okręgu była pomarszczona, ciężki chód baby dodawał jej lat, przez drżenie podłogi, woda podrygiwała lekko. Nie była na tyle cierpliwa, żeby stać w miejscu i uspokoić lustro w metalowym naczyniu. — Przestań się wiercić i patrz, jestem tak samo stara jak byłam. — Pochylona wpatrywała się w dno. — Widzę przez mgłę, masz twarz dziecka. — Zalepione gałki, były mętne. — Przyszyję twoje cielsko do tego kubraka, będę mieć golf, tak jak chciałam. Boli mnie często gardło, a to będzie lepsze rozwiązanie niż stara przepocona wełniana skarpetka dziada, który chodził w upale w gumowcach. O, metody działały od pokoleń, ale smród ciągnie się za mną za długo, nawet zioła nie mogą tego zadusić. Boa myślał dłuższą chwilę, słowo przyszyję było mu zupełnie obce, przy szyi było mu wygodnie, a ramiona w sam raz drobnej osóbki pasowały jako wiesz...
 Postać: Starsza pani w golfie Zdarzenie: Ostry zakręt Efekt: Tekst w konwencji: Ty (Twój bohater) jako dziecko. — Nie mogę dosięgnąć klamki. Starości miarą jest kręgosłup, skurczyłam się! — Wielkie siwe gniazdo rozsypywało naokoło drobiny białego pyłu. Podskoczyła w za dużych trzewikach raz i drugi. — Moje dłonie! — wrzasnęła, krótkie palce zgięła w pięść. — Gdzie są moje stare powykręcane reumatyzmem grabie? — Druga dłoń poszybowała w stronę twarzy, na którą opadał wieniec z patyków. — Nie zjadłam ropuchy, ani nie wypiłam wywaru z muchomorów. — Drapała się zawzięcie po czole. — Moja szyja! Uwiera mnie ten wąż. Gadzina żółty, oślizgły boa. A chciałam z marabuta, taki lekki i puszysty. Sprzedawcy spod dziurawego kapcia, handlują żywym towarem. — Splunęła na wybałuszone oczy węża. — Babo! — wysyczał. — Rozluźnił uścisk wokoło zgrabnej kościstej szyi. — Babo? Oślizgła kreaturo. Jestem suchy! — Język rozwidlał się coraz bliżej jej twarzy. — Przyszyję cię do mojego wełnianego swetra i ...