Trollmiau

 W środku nocy coś zaczęło się poruszać w szafce kuchennej.  Biały proszek opadł na podłogę, zostawiając ślady łap. Nikogo nie nie było widać, jedynie cień przeskakujący z blatu do zlewu i z powrotem do szafki.  Zapadła cisza i nagle z ciemności dobiegł pisk. Przez otwarte okno światło księżyca oświetlało grubego kota z długimi wąsami i krótkimi pazurami.  Nazywał się Trollmiau. Siedział i ugniatał białą masę, z której wyskakiwały białe myszy.  Liczył raz, dwa, trzy, cztery pięć i tak liczył, aż zasnął.  

Marzył o ciepłej plaży i myszach pływających w wielkim morzu ciepłego mleka.  

Kiedy Matylda obudziła się, żeby zjeść śniadanie przed pójściem do przedszkola, mama dała jej pluszowego kota pokrytego mąką i solą z poklejonymi łapkami i powiedziała.

– Zapomniałaś zabrać spod stołu Trollmiaua, kiedy wczoraj czarowaliśmy z mąki, wody i soli. 

Matylda uśmiechnęła się do pluszowego kota i zobaczyła jego rozmarzone oczy i biały ogon myszy wystający z pyska i kroplami mleka na wąsach. 


 Trollmiau był szczęśliwy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu