Stary zając


  Przy bagnie porośniętym na około krzewami, siedział stary siwy już zając. Przyglądał się małemu wirowi wody, który powstawał po wybijającej się czasami gwałtownie wodzie. Srebrne jego wąsy wyczuwały czyjąś obecność w oddali. Skradał się do niego, pochylając pod drobnymi gałązkami dzikiej róży. Małe kolce wczepiały się w jego ubranie i drapały skórę na twarzy. Zasyczał, zdradzając swoją obecność w momencie, kiedy jeden ostry koniec, wbił mu się głębiej. Krew pociekła po policzku. Przetarł ją dłonią i rozmazał. Staruszek pomimo swojego słabego wzroku, uniósł się badawczo w jego kierunku.

- Wiem, że się zbliżasz. Trochę przydało by ci się ogłady chłopcze.

Lisy mają spokojniejszy krok. Poruszają się bardzo ostrożnie, żeby zakraść się najbliżej jak się da.

- Stary jesteś mistrzu, ale mądrości nigdy Ci nie brakowało.

Może kiedyś będę taki jak rudzielec, sprytny i przebiegły.

- Z czasem nabierzesz dystansu do pospiechu. Zaczniesz wolniej chodzić i spoważniejesz. Nie będziesz miał tyle energii, co teraz. Chcesz wszystko osiągnąć od razu, a na wszystko jest potrzebny czas. Dojrzewanie to proces, zobacz jak rosną małe drzewa, bardzo powoli.

- Tak. Jestem ciekawy jak tobie udało się do tego dojść. Czy to sowa Ci o tym powiedziała? Ona jest nieśmiertelna, ją starość omija.

Zając zamyślony posmutniał. 
- Przekazała wiele, długo żyła i zbierała wiedze. Ciągle do czegoś dążyła. Wyglądała młodo, bo była radosna i szczęśliwa. Cieszyła się każdą chwilą. Chciała taka być, a jak wiesz chcieć to móc.

- Muszę Ci coś powiedzieć.

Zaskoczony przybliżył się do długouchego.

- Tam za wzgórze. 
Zapadła cisza. Oczy szkliły mu się od łez. Broda trzęsła, a uszy opadły na kark.

-Co takiego? chłopiec wyszeptał niepewnym głosem.
 
Zając odwrócił od niego wzrok, łzy pociekły mu po sierści kulając się szybko w dół.

- Podpalili jej dziuplę.
- Co? Wyszeptał tak wolno, jakby gardło ścisnęło mu się nagle blokując przepływ wydychanego powietrza.
Zając szlochał nie mogąc powstrzymać łez.

- Kto to zrobił? Wydusił z trudem to pytanie.

- Nie wiem -trzęsącym głosem odpowiedział długouchy.

Pomimo wieku jaki już miał, nadal był wrażliwy. Na starość jeszcze bardziej nasilają się pewne cechy. Smutek jest nie do zniesienia.

- Dlaczego nie uciekła?
- Była za bardzo przywiązano do swojego domu. Zginęła razem ze starym dębowym drzewem.

 Przed oczami chłopca stanęła teraz sowa, która machała skrzydłami i odpowiadała ciekawe historie. Była tak urocza i fascynująca. Zniknęła jak myśl, która przepada w burzy pełnej zawirowań.
Napełniła go gorycz i niepohamowana złość. Zając widząc jak teraz rośnie w nim ochota zemsty, powiedział;

- Nie będziesz od nich lepszy, kiedy zrobisz krok w ich stronę. Życie jest pełne przemocy i zła. Jedyne co możemy zrobić, to nie powtarzać takich samych cudzych i swoich błędów.
  
Podparł się na swojej drewnianej lasce. Ruszyli w stronę zachodzącego słońca, szukając ukojenia w ostatnich promieniach słońca.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu