Dzieci natury

Pod baldachimem pierza z zimnych kryształów naga ubierała się ziemia. W halce z koronki z nici lodowych projektant nieba przymierzał na niej sukienki. Szpilkami podtrzymywał falbany z zasp po kolana. Buty z mchu oblepione bielą, zostawiały miękkie ślady. O poranku wicher stary podglądacz, rozpędził pielesze. Podkradając laskę dziadka Mroza snuł się nisko rozsypując brokat.
We włosach schowane ptasie czarne skrzydła, unosiły ją do lotu. Sople niczym dzwonki martwe zwisały na końcach rękawów. Trącała nimi korony uśpionych dębów. Bez odzewu, stare konary nie podnosiły powiek - Za zimno - Mamrotały. Z zieloną odkryjemy ramiona.
Cichym szeptem oszraniała trawy, przeganiając zające. Nad jeziorem wrzask kaczek w zastygającym przymarzał kole.
Matka Natura miała cztery córki. Zanim dorosły uczyła je równowagi w chaosie codzienności. Najbardziej sroga i bezwzględna była Zima. Z czystego dotyku wybielała życie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu