Raport cz.1
Planetę pokrywały kłęby gęstej masy. Z kosmicznego punktu obserwacyjnego niebieską barwę, zastąpił szaro—czarny płaszcz. Porośnięte rosochatymi gałęziami stworzenie, przypominało roślinę z dzikiego zakątka ziemi. Małe ślepia przyglądały się zdjęciom wyświetlanym z taśmy na szpuli. Projektor warczał, kłapiąc obręczą o wystającą obluzowaną śrubę, która przytrzymywała rozpędzony koło.
Klatka stop.
Sapnęło zniecierpliwione, uderzając korowanymi końcami palców w obudowę urządzenia.
Szum wiatru przewalał sterty drobnych śmieci. Przez dziurę w dachu wlatywał kurz z cząstek plastiku. Kolorowe rozbłyski promieni przedzierały się przez salwę pyłu osadzającego na siedzeniach kinowej sali.
— Niewiele materiałów przetrwało po tej cywilizacji. — Odchrząknął, duszące powietrze.
— Zwiadowco, ewakuacja dobiega końca. Pobraliśmy wystarczająco ilość próbek. — Galaretowate ciało przelewało się niczym fafuły na pysku biegnącego buldoga.
— Ile czasu było potrzeba do unicestwienia tej planety? — Zasępił wzrok w zapadniętych oczach bakterii.
— Nie trwało to długo. — Ryk alarmu, baza była w pełnej gotowości do opuszczenia rejonów dawnych obszarów wschodniej Europy.
— Zaczekajcie! — Posiwiały mężczyzna, lekko przygarbiony z grubym plikiem papierów w kartonowej oprawie pod ramieniem przeciskał się przez nadgryzione chemikaliami siedziska.
— Kim jesteś? — Zwiadowca wybity z rozmyślań skierował swoją uwagę na obcego.
— Pracowałem tu jeszcze zanim... — Huk wyrywanych krawędzi dachu tłumił głos starca.
Zbliżającą się trąba przybierała na sile.
Zwiadowca przeskoczył kilka leżących belek i zamaszystym ruchem wyrwał zapiski przywalonego przed momentem pod stertą gruzu człowieka. Z ust wypływały strużki krwi, otwarte szeroko oczy przechodziły w stan mglistych wspomnień.
Schował pod płaszczem dziennik. W nim był zawarty skrawek życia, ostatnie tchnienia tych inteligentnych istot.
— Wycofujemy się, zanim się wszystko zawali — krzyczał biegnąc przez korytarz do wyjścia.
Śluza statku za nimi zatrzasnęła się z łoskotem.
— Zabierzemy dodatkowy balast. — Hałda odpadów podskakiwała w rytm turbulencji. Wystrzelili w przestrzeń, zostawiając chaos za sobą.
Zwiadowca otworzył dziennik.
— Ledwo czytelne bohomazy, ale to lepsze nisz nic. — Włączył dodatkowe oświetlenie nad pulpitem trzeciego pilota.
— Ilo, odczyt. — Skaner przestudiował czerwonym promieniem podniszczone notatki.
Raport z dnia dwudziesty piąty maja rok nieznany, zatuszowany plamą czarnej mazi.
Kolejny dzień do wód oceanicznych, rzek i zbiorników wodnych trafiają ogromne ilości zanieczyszczeń. Sól morska zawiera drobiny plastiku. Utylizacja tego ubocznego produktu cywilizacyjnego jest w tej chwili już niemożliwa.
Prądy oceaniczne rozpuszczają wszelkiego rodzaju sztuczne odpady. Dostają się do organizmów morskich zwierząt. Ryby nie nadają się do spożycia.
Po ostatnich badaniach mam w sobie ponad dwa kilogramy włókien syntetycznych. Przez skórę wychodzi meszek, polarowa pokrywa zamiast włosów.
Wzbili się do lotu, statek przebudowany do celów badawczych wył świadczącymi silnikami.
Zamknął pozszywany sznurkiem rękopis.
— Zwiadowco, jak wygląda sytuacja na niebieskiej planecie? — Wykrzywił usta w pogardzie na widok jego brudnego ubrania.
— Pozostała niewielka grupa ludzi. Zdołałem ocalić ten rękopis, zanim kolejna faza zniszczenia zdołała dolecieć do celu.
— Ludzi?! Te worki na odpady nazywasz ludźmi?
— Nadal nimi są, opóźnieni w rozwój i karłowaci, ale nie wszyscy.
— Polimery skutecznie zablokował ich układy rozrodcze. — Zaśmiał się, niczym szaleniec, czerpiąc satysfakcję z niszczenia wszystkiego co stanie mu na drodze.
— Jestem ich potomkiem, nie zapominaj o tym.
— Wychowany na Stromej skalę. Biologiczna strefa zapewnia nam życie. Rozkład organiczny i te wszystkie cykle skopiowane z Ziemi, jesteśmy bezpieczni Zwiadowco.
— Wy Bakterie macie zasoby do utrzymania dużej grupy ludzi. Sprowadźcie ich tutaj, przywróci gatunek do stanu pierwotnego.
— Skażą nasz teren tym, czym są nafaszerowani.
Gwałtowne tajfuny nie zostawiły ani centymetra wolnego od toksyn.
— Chcieli wysyłać te odpady w kosmos, ale było zbyt kosztowne i za daleko. Znaleźli inny sposób, morza i oceany. Sądzono, że w ich głębinach wszystko zniknie, przeliczyli się srogo.
Komentarze
Prześlij komentarz