Mroczny wskrzeszenie cz. 3

 Szedł coraz wolnej, przytrzymując jedną ręką naderwany rękaw płaszcza. Wiatr popychał go do przodu, wychładzając i tak już bez krwiste ciało. Aura zmieniała się w kalejdoskopowej ferii kolorów. Zachodzące słońce zaglądało pod kaptur poszarzałej w prochach ludzkich twarzy. Resztki betonu z anielskiego stelaża powbijały się w czarne włosy.

Charakteryzacja śniegu była szczególnie nieudana.

Lokaj zgrabnymi ruchami dotrzymywał kroku Mrocznemu. Wypchany aż po uszy pyłem z krypty usiłował zachować powagę sytuacji. 

Milczenie jednak nie było jego mocną stroną i kiedy słońce utonęło zza wzniesieniem pył stopniowo wylatywał z ust.

— Obłąkana! Panie to dziewuszysko prawie by cię zabiło. Skąd ona miała tyle siły? — Lokaj przywracał zdarzenie z krypty na szpuli pamięci.

— Gdyby anioł był mądrzejszy siedział by przy niej. — Mroczny wymownym błękitnym spojrzeniem przeszył   Lokaja.

— Aż mnie przeszły dreszcze Panie, tak się bałem tej poczwary, że śmierć musi być taka obrzydliwa, kiedy zostawia swoje ofiary. — Wzdrygnął się jakby ją ujrzał pierwszy raz ponownie.

— Śmierć jest wykonawcą, a matka natura nie potrafi wygrać do końca z prawami rozkładu. Ta walka o całkowite zacierania śladów jest niemożliwa.

— Nie możliwa... — zasępił się na moment.

Bo gdyby była, nic nie byłoby w stanie się odradzać.

Odciski śmierci są podpisami na odnowe wcielenia.

Lokaj zatrzymał się w miejscu. Dotykając swojego pyłu na głowie haotycznie czegoś szukając.

— Wszystkim coś zostawia, a ja!? — Zrozpaczony rozglądał się nerwowo po okolicy, która chowała się w głąb czerni.

— A ty jesteś z innego szczebla. — Zaśmiał się głośno, jakby ta rozpacz była dobrym żartem.

— Panie, nic po mnie nie zostało, nic — wyraz twarzy gdyby ją posiadał wykręciłyby się w największą gorycz.

— Lokaju, przecież tu jesteś!

Wycie z cmentarzyska prześladowało ich jeszcze kilka dobrych kilometrów. Obłąkana rozkopała połowę cmentarzyska po tym jak usiłowała wciągnąć Mrocznego Pana do swojego grobu, ale nowy nabytek zwjał jej sprzed wyschniętego nosa. Urojenie Pana młodego doprowadziło ją do obłędu. Zanim zeszła z ludzkich dróg, na kobiercu trumiennym w kaplicy kościelnej wypiła arszenik.

Ksiądz nie przeżył pogrzebu, zamordowała go w akcie konsumpcji związku.

Grabarz opłacił całodobową anielską wartę w obawie o swoje życie i ten układ by trwał gdyby nie zapiski lekarskie, które mogą uratować dzieci roślin.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu