Dziad mól

 W malutkiej wiosce na końcówce pętli powiązanych włóczek żył Dziad mól. Był już stary i bezzębny, ale bardzo pracowity. Codziennie wstawał wychodząc z rękawa starego swetra i pomagał przy koszeniu połów płaszcza. Czerń czarniejsza niż noc panowała w zabytkowej szafie, ale dziurka od klucza była ich słońcem. Niewielki punkt zasilał kołowrotek życia całej koloni.

Pewnego razu, kiedy zbiory były już skończone  żniwa dobiegały końca na molową klątwę padł pierwszy owad. Blade ciało pokryło się magicznym pyłkiem skruszenia.

Pochowali go głęboko w kieszonce na wewnętrznej stronie podszewki, zapalili zapałki na dnie szafy oraz zaśpiewali żałobne pieśni nad jego losem.


Następne były dwie babki, najmądrzejsze młóciły książkę w grubej oprawie. Znaleźli je nieprzytomne pod zakładką. Dogorywające żale i modły zawlekły ich na skraj wymarcia.

Sweter z kaszmiru otulał zwisających jeszcze niepogrzebanych molowych truposzy.

Dziad mól stał wyprostowany gotowy do wygłoszenia końcowej mowy. Miał w zwyczaju rozdzielać obowiązki każdego dnia obywatelom, jak na najstarszego przystało.

Chrupnięcie drzwiczek uchyliło wnętrze szafy.

Zapanował straszliwy chaos, niedobitki czołgały się albo podskakiwały na wątłych skrzydełkach.

— Ratuj się kto może! — Wypadało z każdej molowej nuty strun głosowych.

Ogromna postać wsunęła wielkie łapsko w ten już na pół żywy wioskowy nieurodzaj.

— Czy to robactwo? — Wyraz obrzydzenia zwiastował tylko jedno.


Chmura z sykiem rozrastała się do ogromnych rozmiarów, wypełniając szafowy klimat po brzegi.

Z dziurki od klucza wystawała głowa Dziada molowego. W ostatniej godzinie przekręcił się niczym klucz w zegarze i przeniósł na drugą stronę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu