(PoG2dS) Maniek Pinezka

 Artystyczny układ wpisany w baletową scenę zapewniał jej drugoterminowość w życiorysie. Nie musiała długo czekać, aby rozkloszować publiczność. Wystarczyło uchylić rąbek tajemnicy w gracji ruchów.

Premierę zapowiadał Rektor, dżentelmen szczypał ją po policzku, wymagał od niej natchnienia, sam nie potrafił cycerować. Podeszły wiek, zrzucał na niego balast podwyższonego cholesterol. Szkoła, którą zarządzał mieściła się w starej kamienicy z dziewietnastego wieku. Ceglane ściany, skrzypiące dębowe dechy, zapach, ten był zbliżony do wraku statku ze szwedzkiego muzeum Vasa. On też zalatywał nitrogliceryna, nacierał nią dłonie, w nadziei, że odzyska wigor pianisty. Jego drugim zamiłowaniem było granie na pianinie, pierwszy dryg i pierwsza miłość.

– Maniek ty sobie przypnij zasługi, o tam na tablicy dla weteranów, tam reszta już nie żyje.

Mówił do siebie na głos. Jego tweedowy ubiór nosił zwłoki moli, wieku z czasów młodości, teraz pokrywała czas przeszły w którym egzystował wyrzygując z oskrzeli resztki flegmy zamulającej mu świeże spojrzenie.

Nah! Odganiał natrętne myśli, korespondując z aktorką. Odpisywała na jego skrzętnie zaklejone pieczątkami z wosku listy. Znajdował w nich nie tylko papeterię zdobioną w maki. Była w nich niepisana namiętność. Kreskował tuszem z cytryny symbole, pogwizdywać musiał na nie rzucając zaklęcia, wiedział, że jest dociekliwa i czyta przy świecach.

Raz dostał niepokojący brzmiący telegram. Adresat był jaskiniowcem sądząc po treści która zawierał etanolu. stop. epidydymiś. stop. florin. stop.

Zignorował wybryk, ktoś musiał być mocno wstawiony i pomylił adresata. Wyrzucił do kosza pognieciony papier.

Siedział patrząc na stół ze stereotypowym zestawem do naprawy obwoluty książki. Wymagała poszywać ponownie naderwane kanty.

Pomyślał chwilę, poczuł się zbyt mały, niezdolny do tak ważnej czynności, jak reperacja. Zawinął uszkodzoną książkę krzątając się przy tym z namaszczeniem. We firmie Simens pracował jego przyjaciel Eugeniusz wybitny introligator. Zleciłby mu tę naprawę, ale był na liście ogłoszonej upadłości zakładu jako pierwszy do zwolnienia. Nagłówek zaczął karcynować na końcowym etapie zawodowym pracowników. Na odprawie płacono im walutą florin. Wyprocesować mieli bogactwo na kontach w PKO na książeczkach oszczędnościowych.

Ostatni list, jaki wyleciał przez okno od Mańka

z gołębiem nosił krótką treś: "Jestem stereotypowy i w tej miniaturze jest moja masa bantonowa miłości w kolorze fluoryt.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu