Spacer
Szłam ścieżką, pomiędzy jesieni kolorami.
Zastanawiając się nad życiem i jego krokami.
Za każdym razem, gdy stawiam stopę dalej, do przodu.
Ponoszę straty, w najbliższych mi osobach.
Drzewo kołysane wiatrem, zaczęło skrzypieć głośno.
Nie spadały przede mną, ani za mną liście.
Z pochyloną głową w dół, rozmyślałam o sobie.
Było bardzo zimno.
Chciałam tylko ochłodzić uczucia, a zmarzłam do kości.
Wyszłam na prostą drogę.
Słońce ogrzewało mnie promieniami.
Rude moje włosy, zapłonęły w jego świetle.
Liście zaczęły spadać z drzew na ziemię.
Dywan, po którym szłam był miękki i przyjemny.
Ciepło rozeszło się po całym ciele.
Zniknęły z twarzy rumieńce.
Zniknęły z twarzy rumieńce.
Komentarze
Prześlij komentarz