Reaktywacja cz. 2


Reaktywacja cz. 2

Zatopione ulice w szarzyźnie opadającego pyłu, z górnej warstwy atmosfery ścieliły się niczym śnieg w zimową noc. Zamiast chłodu, drażniące drobiny płochliwie ustępowały miejsca ciężkim metalowym podeszwom Korytarzona. Upłynęło wiele miesięcy po wybuchu w głównym generatorze kontrolującym warunki pogodowe na powierzchni obumierającej planety. Tłumy wyeksploatowanych istot z wyłupiastymi oczami pochowały się w swoich kwadratowych norach wysokich budynków. W sektorze zakazanym, byli odpadami medycznymi, które mocarstwo bakteryjne starało się utylizować w humanitarny sposób.
Wielka dziura w ulicy była przepustką do lepszej kwatery. Buczenie i rozbłyski sprowadzały nowe istoty z odległych zakątków.
Pochylił się nad wyrwą, kocioł zawrzał przeraźliwym rykiem.
Wyplute z trzewi czasoprzestrzeni dziecko roślin, oszołomione dotykało po omacku swoje badylaste nogi. Zaraz za nim przetoczył się Kocur. Sissel z Mrocznym wpadli w rezonans, lekko drgając, materializowali się w zacienionym wnętrzu jamy. Biło od nich niebieskie światło. Tak umierają komórki, ale tym razem było to coś innego. Zwiadowca odskoczył zaskoczony, likwidacja miała nastąpić po pięciu minutach od przybycia do punktu przerzutu ogromnego raka.
Poprawił broń, która uwierała mu w bark. Zawahał się, pomimo przeszczepionej części mózgu, nadal miał funkcjonujący układ bionicznego zamachowcy. Usiane blizny na czole z dostępem do dokujących wtyczek pobierających nowe dane i zapasy energii.

Zapaliła się dioda, pulsując w okolicy skroni. Krew zalała ją czerwienią. Cienka tkanka odsłaniała sieć połączeń. Bunt prowadził do samounicestwienia. Opanował drganie rąk, ukradkiem zerkając na przybyszy. Byli zbyt podobni do niego, żeby ich zlikwidować jednym pociągnięciem spustu laserowej broni.

— Gdzie jesteśmy? — Mroczny mamrotał w plątaninie ust.
— Nie trafiliśmy do żelaznego miasta. — Kocur zerkał na małe urządzenie nawigacyjne. Parametry przekopiowane z głównego systemu uległy awarii.
— Kto otworzył wrota? — Zaskoczony położeniem, usiłował chwytać resztki ostatnich zdarzeń, które zacierały się z każdą minutą.
— Zamczysko chyliło się ku zawaleniu. Wstrząsy nieznanego pochodzenia następowały coraz częściej. Zapadała się ziemia, a tunele prowadziły w rejony opustoszałe przez istoty żywe wieki temu, aż do jednego z pomieszczeń zamkniętych na szyfr umarłych. Jedna tylko komórka mogła je otworzyć i była nią Sissel. Ukryty biogram w nadgarstku wyłaniał się spod wytatuowanego skryptu.
— Sissel? — Spojrzał na srebrzystą twarz kobiety, była na pół przytomna.
— Panie, ona ma geny śmierci, najsilniejsze ze wszystkich z rodu.
Korytarzon pochylił się, klęcząc nad krawędzią. Pierwszym celem był Kocur. Zielone ślepia, błyszczały szmaragdowym kamiennym wzrokiem. Małe stworzonko szukało jego łapy, wrastało w sierść, kiedy wyczuwało zagrożenie.
— Panie! — Spojrzał na Mrocznego, przerzucając spojrzenie na postać która, miała go na celowniku.
— Nie, stój! — Echo ogłuszyło nie tylko wszystkich w dziurze, ale także oprawcę. Odskoczył, żeby po chwili wrócić na pozycję.
Ludzie postury zamarły, w jego oku obrazy przewijały się tak szybko, że ledwo mógł zachować kontrolę nad sytuacją. Rozpoznanie.
Stworzenia z epoki wiktoriańskiej, o mrocznym podłożu wychowawczym. Styczność z zarazą, ewakuacja z miejsca wykopaliska. Brak jednego członka grupy.
— Hmmm — Opuścił broń. Zgrzyt zębów skruszyłby tytanowe implanty, ale dawno już nie posiadał zębów. Szczęka z jednolitego stopu kłapnęła, zasysając powietrze.
Zmęczone napięciem ciało, lekko osłabło.
— Odwrót! — Kocur krzyczał ile sił w gardle, jeżąc sierść na karku.

Korytarzon wskoczył do pułapki, jaką stanowiła wyrwa, widząc nadlatujący cepelin, przedzierał się przez gęstniejące powietrze z czyszcząca służbą na czele. Zarzucił na nich płachtę z wypalonymi dziurami. Szamotali się przez chwilę, zanim żywa tkanka zacisnęła się na ich skórach. Podszedł do nich, wciągając kulę w głąb uskoku rozszerzającej się jaski pod ulicą.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu