TW Perły

Postać: Kolekcjoner pereł
Miejsce: Chatka na końcu świata
Zdarzenie: Deszcz ognistych strzał

W podziemiach zamczyska, zaraz za lochami, mieściła się ukryta komnata. Zamknięte w gablotach spoglądały zaszklonymi oczami, nadworne białogłowe z lamusa. Oświetlone, mieniły się karmiąc kolekcjonera swoją nieskazitelnością. 

Przyglądał się jej uważnie. Perliste mieniące się w słońcu włosy kobiety, oplatały smukłą szyję. Pod koronkowym parasolem, w białej sukience rozpływała się w wiązkach światła. Mrużył oczy, wyłapując każdy ruch zwiewnej postaci. Podskakiwała na miękkim, trawiastym podłożu, goniąc szarfy cytrynowych motyli.

- Skóra jedwabista, blada. - Porównywał ją do sznura korali.
Zapisywał w myślach notatki; żyłka, rozmiar oczek, oprawa, tkanka. Dopóki była nie naruszona przez żadne narzędzie, stanowiła drogocenny nabytek. W kieszeni surduta zimne pudełko chłodziło chęć posiadania.
Chusteczka nasączona bryzą wody kolońskiej, którą nosił zawsze przy sobie pozwalała niewidomej kobiecie rozpoznać go z dużej odległości. Zwinnym krokiem podeszła do kapelusznika, kłaniając się lekko uginając nogi.
- Słyszysz uderzenia ich skrzydeł? - Uśmiechała się, wiedząc że wiatr nie wyostrzył mu słuchu.
- Widzę pudrowe mapy na nich i odbicie twoich linii papilarnych. Nie założyłaś rękawiczek.
- Zaniosą wiadomość mojej matce, do starej chatki.
- Na koniec świata wiedzie tylko jedna droga, dobrze o tym wiesz. - Skarcił ją ochrypłym tonem głosu.
Zakręciła parasolem zbliżając usta do jego gładkiego policzka. Nie złożyła pocałunku zadziornej panny. Rzęsami dotknęła końca jego nosa, martwy wzrok nie znalazł punktu wbicia ostrości, niczym szpilka w sedno obrazu. Westchnęła ciężko, zaciskając powieki.
- Nie obawiam się tej ścieżki, wydeptanej przez kościste stopy.

Szum drzew nawoływał do działania, liściaste gałęzie niosły wieści zza wysokiego wzniesienia.
Chwycił ją za ramiona, potrząsając niczym wiotkim źdźbłem trawy. Zrodzona z ludzkiego materiału i macicy perłowej, była szczególnym nabytkiem na czarnym rynku.
- Dama z medalionem czeka na twój ruch. Nie ochroni cię wachlarz, ze skrzydeł admirałów. Rusałki są za słabe, potrzebujesz tarczy. -  Zmarszczył brwi, troska wylewała się z jego ust.
-  Dama z medalionem niesie w swoim łuku ogień piekielny, nie jest łaskawa dla mędrców tej ziemi. - odpowiedziała szeptem, wyczuwając nadciągającą zmianę aury. 

*


Drzwi rozpalił żar, futryna stanęła w ogniu., schowana w kłębach dymu powoli wynurzała się z zasłony dzielącej ją od perłowej poświaty. Deszcz ognistych strzał spadał na dach omszonego dachu. Brzozowe bale, zwijały korę zajętą ogniem. Ryk wymieszany ze świstem rozdzierających się przestworzy, szarpał ołowiane nisko zwieszone chmury.

Córka perły była za daleko na rzucenie sieci pajęczych z wodnymi koralami. Parzący grunt, syczał niczym jęzory świece po zmierzchu. Potok sunął za nią, zagarniając wszystko pod swoim oślizgłym podbrzuszem z mułu. Gdzieś w jego trzewiach, przemieszczał się zagubiony czarny koral. 


Potężny wir, zaskomlał, połykając koniec ogona ostatniego skrawka świata.  

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu