Wskrzeszenie - Mroczny cz. 1
Tunele ciągnęły się wzorzystym odbiciem żył liścia klonu. Wracał do głównego korytarza, wysypując drewniany granulat z odwłoku.
Skrobanie dolatywało do Wiedźmy obwiniętych chustą uszu od kilku godzin. Nieznośny gryzący zmysł dźwięk przypominał drewniany fotel, w którym bujała się zasypiając z dzieckiem roślin na ramieniu. Przywołana
kołysanka o kornikach, przerzuciła wspomnienie do starej chaty, gdzie nuciła ją drewnianej główce, gładząc badylaste strączki.
Zasypiał z otwartymi sękatymi gałkami, matowym spojrzeniem ćmy żegnał światło.
— Lulili, lullli kornik wierci dziury. — Staruszka nuciła przez wiotkie usta melodię.
Zamknięte szczelnie pudło chrupnęło złowieszczo. Przebita na wylot deska wpuściła wiązkę światła. Robak wydrukował linie życia na jej zdrewniałej dłoni.
Zacisnęła palce na niewielkiej książce. Drugą odgarnęła woal z włosów.
— Zaraza! — Kto zakłóca spokój zmarłych? — Uniosła głowę bliżej wieka.
Blady cień pokrył wieko, drewnianą skrzynię oplatały pomalowane gałęzie brzóz. W uścisku natury ona stanowiła korzenie.
— Lokaju, wbij głębiej dłuto. — Mroczny rozglądał się niecierpliwie po zniszczonym cmentarzysku. Zapadnięte pozieleniałe nagrobki zionęły zapomnieniem na piaskowych tablicach. Wydłubane zdobione pismo rozsiewał wiatr, mieszając duszą w życiorysach.
Krypta Wiedźmy stała nienaruszona. Ceglane mury zabezpieczały ustawioną trumnę na środku kapliczki.
— Pożałujecie tego! — wrzask kobiety obudziłby umarłych, gdyby nie brak kilku zębów, które uniemożliwiły wysupłanie pozagrobowych zaklęć. Świszczącym językiem klęła na Mrocznego i Lokaja.
— Uspokój się matko zdrewniałych! — Lokaj przenikał ciało staruszki, obezwładniając konwulsyjne odruchy.
— Czego chcecie, na zarazę, żeby was pochłonęła?! — nadgniłą pamięcią starała się opanować sytuację.
— Na zarazę, matko! Dzieci chorują. — Lokaj ścisnął mocniej kości Wiedźmy.
— Ale jak...? — Załamała głos, powoli opadając na aksamitną usypaną łupieżem poduszkę. Zniknęła na moment w bieli rozkładu.
Witam,
OdpowiedzUsuńBiorę się za czytanie :)
"— Lulili, lullli kornik wierci dziury. — Staruszka nuciła przez wiotkie usta melodię." - piosenka o korniku śpiewana do młodego drzewka - to tylko Wiedźma mogła wymyślić :D
Cd.
Usuń"Przebita na wylot deska wpuściła wiązkę światła." - świetnie to ujęłaś - już widzę oczami wyobraźni ten strumień fotonów... :)
Czytam dalej...
"Wydłubane zdobione pismo rozsiewał wiatr, mieszając duszą w życiorysach." - mieszał swoją duszą w życiorysach? Czy mieszał w czyichś duszach - wtedy poprawnie będzie: duszom
Lecę dalej...
"— Uspokój się matko zdrewniałych! — Lokaj przenikał ciało staruszki, obezwładniając konwulsyjne odruchy." - świetny opis!
Usuń"— Czego chcecie, na zarazę, żeby was pochłonęła!" - "tu, oprócz wykrzyknika na końcu dorzuciłabym znak zapytania obok.
" — Ale jak... " - tu podobnie, brak znaku zapytania.
Podsumowując - ta część bardzo dobra. Klimat wspaniale utrzymany. Fabuła nie utonęła we wzorzystych opisach.
UsuńCieszę się, że piszesz, bo bardzo kibicuję tej serii :D
Agnieszka, dzięki wielkie za przeczytanie i wyłapane błędów. :)
UsuńWracam powoli do tej serii, zamiast ją kończyć wychodzę poza wytyczone kierunki.
Dziękuję również za doping, przydaje się. :)