Wskrzeszenie — Mroczny cz. 2

 Lokaj wyszedł z krypty, kaszląc w białą chusteczkę. Podskakujący w powietrzu materiał przyciągnął uwagę siedzącego dwie alejki dalej betonowego anioła.

Rozłożył skrzydła, gruchocząc metalowy stelaż. Druty wystawały niczym zbrojenie budynku. Wstając rozdarł szatę w kilku miejscach. Stróż pochowanej przy nim kobiety przeciągnął się leniwie.

— Zaraz wracam moja droga. — Kamienny wyraz twarzy skierował w stronę grobowca. Z medalionu na płycie spoglądała blada twarz w czarnym czepku przewiązanym pod brodą.

Powoli człapał ciężkimi stopami w kierunku Lokaja.

— Wiedźmo zdrewniała, wstawaj! — Mroczny potrząsał kruszącym się ciałem.

Jedyna nadzieja na uratowanie dzieci roślin leżała z rozłożonymi rękoma bezradnie.

— Panie, idzie tutaj stróż, pilnuje nawiedzonej panny, a ona bez nadzoru...

Mroczny spojrzał przez ramię Lokaja. Sroga wyszczerbiona twarz nielota zsyłała z nieba gromy.

— Trzaskają z niego spięcia elektryczne. — Mroczny wyszeptał stojąc z podniesioną dłonią udając, że trzyma białą mini flagę z chusteczki.

— Pomyliliście grobowce! — Grzmot odbił się od ścian.

— Nie mamy tutaj kwater. — Lokaj próbował obejść trumnę na tyle, żeby dłonie Anioła nie mogły go dosięgnąć. Mienił się złotawym blaskiem w swojej aurze.

— Zostawcie ją w spokoju, serce już nie tyka. Wstawała tyle nocy do swoich podopiecznych, że zegar biologiczny dobił do końca. — Anioł gasił na głowie rozpalone końce włosów. Syczały rozgarniane przez zimne skrzydła, porośnięte młodym bluszczem, którego małe oczka migotały z zachwytu. Anielska podpora z ognikami była wyjątkową zabawką pośród nudy cementarnej. 

— Duch Wiedźmy nigdy nie zamiera. — Wiszący pod sufitem baldachim na wzór sukni zmarłej falował miarowo. Upiorny świst objął głowę Lokaja, zderzenie materii wywołało rozbłysk.

— Wszystko, co miało ciało, nosi dusza. — Wiedźmowy głos przemówił łagodnym tonem, głaszcząc policzek zaskoczonego Lokaja.

Wdzięki mglistej Wiedźmy ożywiły towarzystwo.

— Nie możemy zapomnieć o recepturniku. — Podmuchem wyjęła zapiski i wręczyła je Mrocznemu.


Pole wyściełane mini łóżkami ze słomy było szpitalem tymczasowym dla wielu gatunków zielono—listnych.

Zwiędnięte twarze budziły przerażenie wśród pielęgnujących znachorów. Płaczące dzieci szukały swoich doniczek. Porzucone przez siewców uciekających w pośpiechu przed nagłym ociepleniem powietrza, nie trafiły do ogrodu adaptacyjnego. Ogromny szklany inspekt zajęły grzyby, samowystarczalny system nawadniania stworzył imperium kapeluszowców.

Komentarze

  1. Hej :)

    Dotarłam i bardzo się cieszę :)

    Lecimy zatem:

    "...kaszląc w białą chusteczkę." - ale motyw, cóż za czyścioch 😅

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "... przyciągnął uwagę siedzącego dwie alejki dalej betonowego anioła." - świetny efekt. Wyobraziłam sobie jak ją śledzi oczami...

      Lokaj i Mroczny ♥ ♥ ♥

      "Upiorny świst objął głowę Lokaja, zderzenie materii wywołało rozbłysk." - boski opis :)



      Usuń
    2. Podsumowując - bardzo się cieszę, że kontynuujesz tę serię ♥ ♥ ♥

      Minusy to chwilami niezrozumiała fabuła. Brak doprecyzowania kto mówi czy coś robi sprawia, że się gubiłam i musiałam wracać i czytać ponownie jakoś fragment.

      Olbrzymi plus natomiast to cudowne opisy. Masz niesamowitą wyobraźnię ♥ ♥ ♥

      Pozdrowionka i daj znać, gdy napiszesz kolejne części :)

      Usuń
    3. Agnieszka 🥰 Dzięki serdeczne za wizytę i pozostawienie uwag, będę musiała jakoś wyjść i stanąć obok po napisaniu tekstu, żeby wyłapać te braki. Wrócę tu przyjrzeć się tym lukom.
      Odezwę się jak tylko coś napiszę. Pozdrawiam. 😊

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu