Klinika - miniatura
Sterylne blado trupie ściany z zimnej stali oświetlał reflektor medycznej lampy. Zgrzyt metalu wyłonił z krawędzi ciemnej plamy igłę. Kropla wisząca na jej ostro otwartej głowie świeciła czerwonym blaskiem.
Kontury białej postaci przemieszczały się po pomieszczeniu bezszelestnie.
Szklany parawan przysłaniał drobną kobietę z mocno zarysowanym nosem.
— Czujesz coś? — nieśmiało zapytała wyciągniętego z zabrudzonej klatki szczura.
Niebieskie rękawiczki pocierały szklaną strzykawkę.
Zwierzę wąchało z dużym zaciekawieniem otoczenie, stając na dwóch łapach, czekało na smakołyk.
Doping ze szklanej buteleczki wystarczał zaledwie na kilka godzin.
— Masz kolego jedną działkę, a później do roboty. — Zmrużyła brwi, mierząc kark gryzonia.
Słaby pisk rozległ się po sali.
Dwa kroki dalej leżał na kozetce znieczulony pacjent. Mrugał gwałtownie powiekami.
— Przed tobą krótki spacer. — Przytuliła białe zwierzątko i położyła przy głowie pacjenta. Rozwieracze szczęk odsłaniały czerwone dziąsła oblepione zakrzepłą krwią po usunięciu przednich zębów.
— Badanie gastroskopowe proszę pana zacznie się za dwie minuty, proszę oddychać spokojnie.
Ośmiotygodniowy szczur poczuł zapach jedzenia.
Dławiący szelest i bulgotanie docierało do uszu lekarki, odczytywała ruchy krtani, kiedy szczur drapał tchawice przebijając się do płuc, żeby złapać oddech.
— A mówimy pacjentom, żeby przed badaniem byli na czczo.
Komentarze
Prześlij komentarz