Spotkanie
Duże koła od wózka inwalidzkiego obróciły się, skrzypiąc na gładkiej podłodze. Siedział na nim ze zwieszoną brodą. Posypane włosy srebrnymi pasami, odbijały wiązki światła, od wiszącej nisko lampy. Wychudłe ramiona, powykręcane od reumatyzmu dłonie.
- Tato?
Wzdrygnął się unosząc zmęczony wzrok.
- Kto tu jest? - Zacisnął dłonie na oparciach, chciał wstać, ale był zbyt słaby. Opadł gwałtownie na wgniecione siedzenie, ciężko wzdychając.
Z ruin domu unosiły się cienkie wstęgi dymu, zawiązywały swoje końce w kokardy. Prezenty ponad dachem, ze spotkania po latach, czyżby?
- Wiesz gdzie jesteś? - ściszyła tembr głosu, żeby go bardziej przestraszyć.
- Nie, nic nie widzę, zdejmij mi to z głowy. Duszno mi, nie mogę swobodnie oddychać.
- Mi też brakowało tchu, kiedy na mojej szyi puchły siniaki. Twoje buty zdarły mi skórę z pleców, sweter nie zapewni mi wystarczającej ochrony. Moje krzyki słyszały ściany. Twoje pięści mnie do nich zbliżyły. One były moją podporą, żebym nie zemdlała. Twarde kości, tak mam je po tobie.
- Dziecko? - wyszeptał przełykając ślinę.
- Nie dziecko, o nie ale co ty możesz wiedzieć, starcze - sarkastyczny ton opadł na jej usta.
- To twoja wina, to przez ciebie tak się stało. Podniósł zaciśnięte pieści wymierzone w jej kierunku.
- Moja, bo nie było chleba, ty, ty...Z trudnością powstrzymywała się od krzyku.
Cisza zapadła, wstęgi opadały coraz niżej rozwiązując języki świadków. Z ogromnego pudła wyłoniła się scena obracająca się w gruz.
- Pochowam cie za życia, w tej ruinie, trumnie dla zakrwawionych murów. Ból mnie już nie trawi, teraz wypływa żrący kwas. Wypali dziury w miejscu twoich oczu. Zobacz...
- Tato?
Wzdrygnął się unosząc zmęczony wzrok.
- Kto tu jest? - Zacisnął dłonie na oparciach, chciał wstać, ale był zbyt słaby. Opadł gwałtownie na wgniecione siedzenie, ciężko wzdychając.
Z ruin domu unosiły się cienkie wstęgi dymu, zawiązywały swoje końce w kokardy. Prezenty ponad dachem, ze spotkania po latach, czyżby?
- Wiesz gdzie jesteś? - ściszyła tembr głosu, żeby go bardziej przestraszyć.
- Nie, nic nie widzę, zdejmij mi to z głowy. Duszno mi, nie mogę swobodnie oddychać.
- Mi też brakowało tchu, kiedy na mojej szyi puchły siniaki. Twoje buty zdarły mi skórę z pleców, sweter nie zapewni mi wystarczającej ochrony. Moje krzyki słyszały ściany. Twoje pięści mnie do nich zbliżyły. One były moją podporą, żebym nie zemdlała. Twarde kości, tak mam je po tobie.
- Dziecko? - wyszeptał przełykając ślinę.
- Nie dziecko, o nie ale co ty możesz wiedzieć, starcze - sarkastyczny ton opadł na jej usta.
- To twoja wina, to przez ciebie tak się stało. Podniósł zaciśnięte pieści wymierzone w jej kierunku.
- Moja, bo nie było chleba, ty, ty...Z trudnością powstrzymywała się od krzyku.
Cisza zapadła, wstęgi opadały coraz niżej rozwiązując języki świadków. Z ogromnego pudła wyłoniła się scena obracająca się w gruz.
- Pochowam cie za życia, w tej ruinie, trumnie dla zakrwawionych murów. Ból mnie już nie trawi, teraz wypływa żrący kwas. Wypali dziury w miejscu twoich oczu. Zobacz...
Komentarze
Prześlij komentarz