Parodia

Siedział na pniu wpatrzony w dal, którą przesłaniały mu powalone drzewa.
Huragan łamał je niczym zapałki, z drzazg robił sobie wykałaczki. Dłubał w gęstwinie zarośli, dźgając ukrywające się przed nim zające.
Błyskawice miały zbyt krótkie bicze, żeby podpalić leżące konary. Uderzały z gromkim hukiem w ziemię.
Długi lej zassał go, kiedy na poboczu przy lesie sprzedawał grzyby. Podeszła do niego z zaskoczenia, nie zdążył chwycić kapelusza na swojej głowie. Wir powietrza był tak gwałtowny, że prawie pozbawił go odzienia. W samych kalesonach oblepiony swoimi zbiorami liczył zarobione grosze, które wleciały z kieszeni spodni.
Toto, kundel wymachując łapami, szczekał lecąc wystrzelony jak kamyk z procy.
Nagle wszystko runęło na ziemię. Podcięta trąba ulotniła się rozpływając w przestworzach.
Drwal podszedł do zamyślonego zbieracza. Skrzypiał przy tym okrutnie, blacha zardzewiała odrywała łuski, sypiąc rudym pyłem na jego brodę.
- Wyglądasz teraz jak lew, ale pewnie jest ci zimno. Ubierz się w te łachmany, bo zmarzniesz. - Obleciał go strach, z rękawów wystawała mu słoma. Wspierając się na krzyżu z desek wstał.
- Strugasz wariata?- odburknął zerkając na drwala.
- Zła wiedźma grasowała po lesie z wyliniałym kocurem – zaśmiał się pod nosem z błyskiem smaru w oczach.
- Tak, a Ozz zamienił się w Oziego Ozborna.
- Wylądowaliśmy w jakimś felernym miejscu. - Wycierając nos liściem sprzedawca, rozsiał grzybnię na około. Muszę już iść, zanim Dorota zamknie sklep i pójdzie do domu. - Toto kundlu do nogi. - Podniósł kapelusz i pozbierał porozrzucane podgrzybki, kurki i muchomory.
Drwal odprowadził ich na skraj lasu, wymachując siekierką żegnał się z nimi, aż nie zniknęli po drugiej stronie polany.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu