Park rozrywki
Ogromny obiekt z domem strachu i przeróżnymi karuzelami, zachęcały do skorzystania z niecodziennych atrakcji. Lunapark pod osłoną nocy wyglądał bajecznie. Unosząca się łuna ponad koronami drzew, widoczna była z daleka.
Mały chłopiec marzył o tym, kiedy osiągnie odpowiedni wzrost i kupi pierwszy bilet.
Żył wspomnieniami swojego przodka. Wieczorami siadali przy małym stoliku, pogrążeni w opowieściach w podeszłym wieku mężczyzny. Klauni z balonami i lalki z porcelany, siedziały na półkach pomiędzy książkami. Dziadek z fajką w dłoni, wypuszczając dym zerkał na młodzieńca, jednocześnie uśmiechając się pod nosem.
Zbliżała się okazja na prezent urodzinowy dla wnuka. Zmierzył długość wkładki buta chłopca, a także deskę na której zaznaczał wzrost.
Nie zwlekając z realizacją zamówienia, poszedł do szewca.
Po kilka dniach, buty z koturnami i spodnie zza długimi nogawkami, były idealnym prezentem z okazji urodzin. Bilety przyczepione do pudełka zwisały przypięte na cienkich tasiemkach.
-To będzie przygoda życia wnuczku. - Wręczając mu prezent był najszczęśliwszym przebiegłym staruszkiem na świecie.
- Bilety! Bilety! Bilety!
Zaskoczeni rodzice, krzywili się wiedząc, że syn jest jeszcze na to za mały, ale dziadek kiwał tylko głową, nie chcąc popsuć niespodzianki.
Dwa dni później, w towarzystwie mistrza od sztuczek, szedł wyprostowany i dumny.
Muzyka grała melodyjne tony, czym bliżej byli wejścia tym robił dłuższe kroki przyspieszając tempo, ciągnął swojego towarzysza za rękaw.
Usiedli w wagoniku, kręcił się niecierpliwie.
Gwizdek, a po nim powoli potoczyły się koła kolejki.
Mechanizm zasilany wysokim napięciem, rozpędził się do pełnej mocy.
Szarpnięcia na przęsłach wyrwały głowy z dysków. Wczepione palce w bajerki wagoników siniały z braku dopływu krwi. Zabawa na całego,w coraz szybszym tempie porywała ich robiąc koktajle w żołądkach.
Powietrze zatykało im gardła, oszołomieni gwałtownymi podjazdami śmiali się z przerażenia. Szaleństwo, adrenalina i poluzowane szelki. Kukły tarmosiła siła odśrodkowa. Hop siup i znowu siedzą upiorne zabawki w kolorowych światłach znikając i pojawiając się coraz wyżej zadzierały nosy.
- Dziadku, dziadku. - Rozradowany wnuczek wrzeszczał staruszkowi do ucha, a ten zastygłym uśmiechem nie zamknął ust. Szczękę zgubił w locie. Z przerażonych oczu wykruszały się zaschnięte łzy.
- Dziadku! - Szarpał go za rękaw, sztywnej ręki. - Było niesamowicie jechać z tobą tak wysoko.
Mały chłopiec marzył o tym, kiedy osiągnie odpowiedni wzrost i kupi pierwszy bilet.
Żył wspomnieniami swojego przodka. Wieczorami siadali przy małym stoliku, pogrążeni w opowieściach w podeszłym wieku mężczyzny. Klauni z balonami i lalki z porcelany, siedziały na półkach pomiędzy książkami. Dziadek z fajką w dłoni, wypuszczając dym zerkał na młodzieńca, jednocześnie uśmiechając się pod nosem.
Zbliżała się okazja na prezent urodzinowy dla wnuka. Zmierzył długość wkładki buta chłopca, a także deskę na której zaznaczał wzrost.
Nie zwlekając z realizacją zamówienia, poszedł do szewca.
Po kilka dniach, buty z koturnami i spodnie zza długimi nogawkami, były idealnym prezentem z okazji urodzin. Bilety przyczepione do pudełka zwisały przypięte na cienkich tasiemkach.
-To będzie przygoda życia wnuczku. - Wręczając mu prezent był najszczęśliwszym przebiegłym staruszkiem na świecie.
- Bilety! Bilety! Bilety!
Zaskoczeni rodzice, krzywili się wiedząc, że syn jest jeszcze na to za mały, ale dziadek kiwał tylko głową, nie chcąc popsuć niespodzianki.
Dwa dni później, w towarzystwie mistrza od sztuczek, szedł wyprostowany i dumny.
Muzyka grała melodyjne tony, czym bliżej byli wejścia tym robił dłuższe kroki przyspieszając tempo, ciągnął swojego towarzysza za rękaw.
Usiedli w wagoniku, kręcił się niecierpliwie.
Gwizdek, a po nim powoli potoczyły się koła kolejki.
Mechanizm zasilany wysokim napięciem, rozpędził się do pełnej mocy.
Szarpnięcia na przęsłach wyrwały głowy z dysków. Wczepione palce w bajerki wagoników siniały z braku dopływu krwi. Zabawa na całego,w coraz szybszym tempie porywała ich robiąc koktajle w żołądkach.
Powietrze zatykało im gardła, oszołomieni gwałtownymi podjazdami śmiali się z przerażenia. Szaleństwo, adrenalina i poluzowane szelki. Kukły tarmosiła siła odśrodkowa. Hop siup i znowu siedzą upiorne zabawki w kolorowych światłach znikając i pojawiając się coraz wyżej zadzierały nosy.
- Dziadku, dziadku. - Rozradowany wnuczek wrzeszczał staruszkowi do ucha, a ten zastygłym uśmiechem nie zamknął ust. Szczękę zgubił w locie. Z przerażonych oczu wykruszały się zaschnięte łzy.
- Dziadku! - Szarpał go za rękaw, sztywnej ręki. - Było niesamowicie jechać z tobą tak wysoko.
Komentarze
Prześlij komentarz