Ości


Śledzę go wzrokiem,
a on leszcz śmieszny jest.
Kiedy dziąsła nagie odsłania,
zimny, sztywny,
słony uśmiech.
Ach padam!
Od jego zapachu,
aż w nosie korci.


Na sklepowej półce,
same ponętne śliskie ciała,
w rybiej łusce.
Liczę na ości dla namiętności.
Z ogona zrobię wachlarz,
dla rozwiewania wątpliwości,
że słaby był z niego amant.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu