Próba śpiewu
Nie do rymu, nie do taktu, mnożą mi
się poronione pomysły na umyśle.
Pierwsza próba spróbuję.
Fałsz z szlałcha wylewany, rozlał się
po trawie. Z pluskiem spadłych kropli. Mocny strumień porwał mnie.
Śpiewam czule przeskakując z kamyka, na ziarnko pisaku.
Mix, montaż, płyta winylowa.
Tak to ja! Mam tę moc tworzenia,
dziwek wewnętrzny mnie rozpiera.
Nie ma co śnić na jawie. Zanim się
pojawię na estradzie, zaczynam zerowa próba głosu.
Trzy, dwa, jeden, Start!
Od dziś zaczynam wycie do księżyca.
W pełni jego blasku jestem gwiazdą. Stóje na urwisku pięknie się
popisuję.
Ałł, Ałła, wieje mi tu.
Ałł, all, co ja zrobić mam?
Głos mi wiatr porywa.
Ałł, Ałła,
E, chem, to nie to.
E tam jest lepiej. Schodzę w dół.
Łupo, łup, łup...
Poobijane cztery litery mam,
A
la, aa, aa
Scena poświęceń wymaga. Swędzenie
mózgu już mnie dopada.
Ałaaaaa
W porywach, to jest dopiero mój raj.
Czerwone lico mam, poczwara sceniczna
i autostrada do nieba, którą szykuje
mi ćma.
Piecze, swędzi, puchnie, nadepnęłam
przypadkowo na ropuchę. Dźwięk jej rechotu rozlewa się w dal.
Akompaniamentem przygrywa sam świerszcz na nóżkach. Reszta już
chrapie nieopodal w zaroślach.
Nietoperz to mój fan. Echo logicznie
mnie odbiera. A ja tak dla niego śpiewam. Trzepocząc rzęsami,
wymachuję w górę rękami. Wydzieram z gardła ostanie struny. On
wibruje, pląsa, chyba się mu to podoba.
Zachwyt nad zachwyty.
- Ej! Hej!
Ktoś z zarośli do mnie krzyczy.
- Cisza na palnie, bo uszy więdną proszę pani.
Zapadła cisza, a ja razem z nią pod
ziemię.
Niech to wszystko diabli wezmą.
Komentarze
Prześlij komentarz