Dom
Uwaga! treść drastyczna.
Rozdwojonymi paznokciami przerywam
spektakl. Zasłaniam powieki przeźroczami. Półmrokiem pokrywam
zakres widoczności.
Czarny knot gorący o świecy
uniesienia, zastyga w płynnej, gęstej kałuży. Rozproszone
resztki wiązek światła, gasną pokrywając się ciężkim cieniem
mroku.
Zapadająca podłoga, rozciąga ściany.
Sufit podparty belkami zwisa coraz niżej.
Wybijane deski, przez wyrastające
korzenie spod fundamentu, ranią swoimi rozerwanymi końcami stopy.
Wbijają się drzazgi niczym strzały, w miękką powłokę
wilgotnego ciała. Pięty rozerwane wtapiają się włókna twardego
drewna.
Sęki wyskakują wydłubane z
oczodołów. Patyki z rąk i nóg, plączą się bezwładnie. Chrust
we włosach, pieniek z korpusu. Głowa się toczy wyrzeźbiona
dłutem, zahacza o próg nosem.
Zamknięte drzwi, przez szczeliny
wypuszczają spojrzenia niemrawych lokatorów. Pełzają koty z
kurzu, obciążone resztkami sypiącego się sufitu. Rozgarniane
przez starca, pochylonego nad losem domu.
Ściany z plamami krwi, wypuszczają
ożywione krople. Spływają wchłaniane, w piaskowe mury. Z płuc
przez klatkę schodowa wydostaje się powietrze. Tryska fontanna
krwi, powłóczy nogami przytrzymując się poręczy. Jęczy w bólu,
nóż wbił się trzykrotnie. W pokoju na piętrze jest puste łoże.
Gruba kołdra ogrzeje się, zanim on odejdzie w męce. A może nie...
Komentarze
Prześlij komentarz