Kaczka

Uwaga treść jest drastyczna. 


Zamiast budy miał wyciętą dziurę w drzwiach stodoły, wewnątrz pod opartą przy ścianie deską było jego legowisko. Na kamiennym podłożu trochę słomy, dopóki gruby do wypasania krów łańcuch nie wygarnął wszystkiego ze środka, w trakcie przechadzek na zewnątrz.
Na szyi miał obroże z grubej skóry z mocną klamrą. Obwieszona pod ciężarem żelastwa. Kółko za kółkiem, ogniowa splecione jedno po drugim wyznaczały jego zasięg.
Pchły, które czasami łapał biegały po nim przedzierając się przez grube futro. Odsłonięte pasma sierści zdradzały intruzów.
Czarna krótkowłosa Łajka, była drobnym czarnym kundlem z białym krawatem pod szyją.
Tego dnia kury jak zawsze, chodziły co jakiś czas zatrzymując się w miejscu i wlepiając jedno oko w grunt zastanawiały się czy warto uderzyć w obiekt dziobem. Gdakały między sobą, kogut wypinał prężnie klatkę. Gdyby nie ten grzebień, byłby marną sztuką w tym podwórkowym teatrze.
Gęsi regularnie wędrowały do strumienia, kąpiele były ich rytuałem. Jedna kulawa i o połowę mniejsza zataczała kółka wymachując jedną nogą piruety w powietrzu pomagając sobie krótkimi skrzydłami z wrzaskiem w dotrzymywaniu tępa towarzyszkom.
Kaczki nie wyróżniały się niczym szczególnym. Pozornie, krótkonogie i powolne były nudziarami w towarzystwie.
Kot przewijał się przysiadując blisko korytka z ziarnem. Czekał na wróble, które podlatywały między ptasią zgraję.
Wieczorem kiedy chłód przeszywał pierze, a na horyzoncie światło zaczęło zamierać. Zwabione do kurnika potrzebą odpoczynku wszystkie dziobate maszerowały na swoje miejsca.
Ona zakradła się do środka. Nie była lisem, jadła resztki z obiadów. Skuszona łatwym łupem wyprowadziła z kurnika za szyję kaczkę. Poprowadziła ja prosto do schowka wilczura.
Pióra leżały wszędzie.



Krzyk przy drzwiach wejściowych, rozległ się po kuchni i dotarł do pokoju.
Zaniepokojona zerwała się z miejsca.
- Co się stało?
 - Otwórz drzwi.
Na korytarzu stała Łajka wymachując ogonem. Z jej oczodołu wystawo świeżo zabarwioną krwią oko. Drugie patrzyło na nią litościwie.
Zamknęła przed nią drzwi nie mogąc znieść tego widoku. Ze łzami spływającymi po policzkach szły już po chwili razem do swojego domu. Przyszła po nią, do znajomych była jej psem, wiernym do końca.


Bił ją gumowym wężem gdzie popadnie, niefortunnie uderzył w oko. Nie byłoby śladu, gdyby nie to. Rubinowa kula dobę później wypłynęła sama, pozostawiając otwartą ranę, gojącą się pod okładami z rumianku. Przemywała je za każdym razem odczuwając ból dotyku.
Karą za zjedzenie kaczki było wybite oko.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu