Sędziwy dom
Próba opisu wnętrza.
W tym wąskim zakrzywionym rombie okna, parapetu nie było po zewnętrznej stronie. Miska na metalowym stojaku czekała zawsze na zimną wodę w kranie. Obskurne drzwi do spiżarni, do której tylko wilgoć zaglądała, zamykając za sobą wejście na haczyk.
Czasami za nią wchodzi tam mała, drobna blondynka.
Ściany posiniałe i miejscami czarne, miały przywilej - masowały je nogi, nagich, nakrapianych ślimaków. Przechadzają się po nich wzdłuż i wszerz, szukając nie wiadomo czego.
Wysoko pod sufitem było wąskie okno bez szyby, z drobną kratką.
W najdalszej części tego pomieszczenia, skrywała się wnęka oddychająca chłodem. Przenikliwa i wstrętna, idealna do kiszenia kapusty. Niejedna głowa została tam zszatkowana, w drewnianej beczce spoczęła zasypana solą. Bieganie bosymi stopami dokoła kapuścianych ścinków, było zawsze wesołą odmianą, dla posadzki, która łaknęła towarzystwa domowników, było to chwilowe urozmaicenie pustostanu.
Łukowe sklepienie.
Pralka Diana i na wprost stary drewniany kuchenny kredens.
Piec z grubą blachą sąsiadował z dusznym parnikiem, dziadek znikał tam często w kłębach pary. Ziemniaki dla świń były pyszne. Ach ten zapach ugotowanych mundurków. Gdzieś jeszcze unoszą się w murach eteryczne drobinki.
Piec do pieczenia chleba, z otworem do komina zakryty deską, głodny wilgotnej mąki spał już od wielu lat. Nie krztusi się już dymem z paleniska. Dochodziło do niego ciepło z rozżarzonej kuchni. Po zmroku, kiedy wygasa brzuchaty kociołek z wodą, noc zagląda przez metalowe pręty w oknie. Przesuwała zgrabnie sny, popijając z aluminiowego kubka resztki zostawionego kakao. Mruży oczy, kocimi refleksami wypatruje cieni, które rzucają kraciaste ramy okna. Księżyc świeci jej za plecami, żeby mogła swobodnie się rozgościć.
Ale to tylko namiastka, bo dom ma jeszcze wiele kątów do zwiedzania.
W tym wąskim zakrzywionym rombie okna, parapetu nie było po zewnętrznej stronie. Miska na metalowym stojaku czekała zawsze na zimną wodę w kranie. Obskurne drzwi do spiżarni, do której tylko wilgoć zaglądała, zamykając za sobą wejście na haczyk.
Czasami za nią wchodzi tam mała, drobna blondynka.
Ściany posiniałe i miejscami czarne, miały przywilej - masowały je nogi, nagich, nakrapianych ślimaków. Przechadzają się po nich wzdłuż i wszerz, szukając nie wiadomo czego.
Wysoko pod sufitem było wąskie okno bez szyby, z drobną kratką.
W najdalszej części tego pomieszczenia, skrywała się wnęka oddychająca chłodem. Przenikliwa i wstrętna, idealna do kiszenia kapusty. Niejedna głowa została tam zszatkowana, w drewnianej beczce spoczęła zasypana solą. Bieganie bosymi stopami dokoła kapuścianych ścinków, było zawsze wesołą odmianą, dla posadzki, która łaknęła towarzystwa domowników, było to chwilowe urozmaicenie pustostanu.
Łukowe sklepienie.
Pralka Diana i na wprost stary drewniany kuchenny kredens.
Piec z grubą blachą sąsiadował z dusznym parnikiem, dziadek znikał tam często w kłębach pary. Ziemniaki dla świń były pyszne. Ach ten zapach ugotowanych mundurków. Gdzieś jeszcze unoszą się w murach eteryczne drobinki.
Piec do pieczenia chleba, z otworem do komina zakryty deską, głodny wilgotnej mąki spał już od wielu lat. Nie krztusi się już dymem z paleniska. Dochodziło do niego ciepło z rozżarzonej kuchni. Po zmroku, kiedy wygasa brzuchaty kociołek z wodą, noc zagląda przez metalowe pręty w oknie. Przesuwała zgrabnie sny, popijając z aluminiowego kubka resztki zostawionego kakao. Mruży oczy, kocimi refleksami wypatruje cieni, które rzucają kraciaste ramy okna. Księżyc świeci jej za plecami, żeby mogła swobodnie się rozgościć.
Ale to tylko namiastka, bo dom ma jeszcze wiele kątów do zwiedzania.
Komentarze
Prześlij komentarz