Porządki
Tapczan zaczął się kocić, małe puszyste kulki wychodziły powoli spod niego. Turlały się po drewnianych dechach, wyraźnie zadowolone.
Wylazły na światło dzienne. Za oknem trochę pochmurno, ale im to nie przeszkadzało.
Przeciągały się prostując grzbiety. Małymi pazurkami drapały podłogę. Pokrywały ją siwizną teraz tylko brakowało, żeby zaczęły się czepiać skarpet. Kapcie już dawno mi zeżarły, ich kumple mole. Smaczna ciepła owcza wełna długo mi nie ogrzewała nóg.
Przyjacielskie stworzenia, ale mają coś co korci w nosie, kicham na ich widok za często. Małe bez sierści cudaki, wywołują alergię.
Podstępnie wytoczył się z szafy. Czarny z długą rurą i wielką ssawką. Smok z zielonymi przyciskami. Długi ogon z wtyczką, taki nowoczesny musi się zakontraktować ze ścianą. A może skontaktować, kto ich tam wie.
Czai się za progiem pokoju. Zachęcam go kopniakiem
- Dalej zrób z nimi porządek, przecież wiem jak je lubisz. - Uśmiechnął się szyderczo.
Przejechał mi po stopie, cham jeden i ruszył do akcji.
Nabrał rozpędu i wciągał je wyjąc zaciekle. Trochę narobił przy tym wiatrów, ale otworzę okno i przewietrzę.
Piszczą roztoczowe twory, przebierają łapami łaskocząc worek w odkurzaczu. Gburowaty, pojechał ociężale na swoje miejsce.
Trzasnął drzwiami za sobą tłumiąc warkot wnętrzności, był już tam nie zły kocioł.
Wiadro patrzyło z opuszczonym sitkiem, mop oblizywał się na samą myśl o suchej podłodze. Zboczony frędzel.
Ścierka wykrzywiła swój pysk na widok tego na kiju niewyciśniętego do końca rozczochrańca.
Ona miała przynajmniej miękkie dłonie, które ją wyciskają do granic możliwości włókien. Żeby nie lateksowe rękawiczki, rozmarzyła się rozkładając płasko, zerkając na odbicie w wyłączonym ekranie, płaskiego plazmowego podglądacza całej sytuacji.
c.d.m. n
Wylazły na światło dzienne. Za oknem trochę pochmurno, ale im to nie przeszkadzało.
Przeciągały się prostując grzbiety. Małymi pazurkami drapały podłogę. Pokrywały ją siwizną teraz tylko brakowało, żeby zaczęły się czepiać skarpet. Kapcie już dawno mi zeżarły, ich kumple mole. Smaczna ciepła owcza wełna długo mi nie ogrzewała nóg.
Przyjacielskie stworzenia, ale mają coś co korci w nosie, kicham na ich widok za często. Małe bez sierści cudaki, wywołują alergię.
Podstępnie wytoczył się z szafy. Czarny z długą rurą i wielką ssawką. Smok z zielonymi przyciskami. Długi ogon z wtyczką, taki nowoczesny musi się zakontraktować ze ścianą. A może skontaktować, kto ich tam wie.
Czai się za progiem pokoju. Zachęcam go kopniakiem
- Dalej zrób z nimi porządek, przecież wiem jak je lubisz. - Uśmiechnął się szyderczo.
Przejechał mi po stopie, cham jeden i ruszył do akcji.
Nabrał rozpędu i wciągał je wyjąc zaciekle. Trochę narobił przy tym wiatrów, ale otworzę okno i przewietrzę.
Piszczą roztoczowe twory, przebierają łapami łaskocząc worek w odkurzaczu. Gburowaty, pojechał ociężale na swoje miejsce.
Trzasnął drzwiami za sobą tłumiąc warkot wnętrzności, był już tam nie zły kocioł.
Wiadro patrzyło z opuszczonym sitkiem, mop oblizywał się na samą myśl o suchej podłodze. Zboczony frędzel.
Ścierka wykrzywiła swój pysk na widok tego na kiju niewyciśniętego do końca rozczochrańca.
Ona miała przynajmniej miękkie dłonie, które ją wyciskają do granic możliwości włókien. Żeby nie lateksowe rękawiczki, rozmarzyła się rozkładając płasko, zerkając na odbicie w wyłączonym ekranie, płaskiego plazmowego podglądacza całej sytuacji.
c.d.m. n
Komentarze
Prześlij komentarz