Komnata

Było już późno, szarość wypełniała zakamarki przez, które przedzierała się czerń. Wybiła pełna godzina na zegarze, ale wskazówki tylko drgnęły poruszając zwisającą kukułką z opadającą głową w dół. Porcelanowy ptaszek nigdy nie wracał do swojej kryjówki z drzwiczkami. Staruszek nie miał wahadła, napędzany był złudzeniami o przemijaniu. Czas nie odgrywał w tym świecie roli.
Siedziała skupiona z opadającymi włosami, na blat masywnego ciężkiego zdobionego ornamentami biurka. Trzymała w dłoni gęsie pióro. Z otuloną kroplą czarnego tuszu. Dotknęła końcówką biały papier, przesuwając zdecydowanymi ruchami po jego chropowatej fakturze. Dźwięk drapania wystających drobnych włókien, podkreślał opływowy kształt jej wypracowanego do perfekcji charakteru gotyckiego pisma. W komnacie, cienie rzucane z niewielkich płomyków świec, tańczyły subtelnie na tle kamiennych ścian. Przerwała na chwilę, odrywając wzrok od napisanego słowa, które zastygało z przekazaną myślą.
Na biurku miała otwartą starą księgę z ręcznie namalowanymi ilustracjami. Motywy roślinne przypominały jej dawny ogród, w którym przebywała godzinami. Zapach lawendy i unoszących się nad nią pszczół i motyli. Poczuła na twarzy lekki poryw ciepłego powietrza z uspakajającą wonią tego leczniczego niebieskiego ziela. Wewnętrzny spokój, mała uczta dla zmysłów.
Metaliczny dźwięk rozległ się po komnacie. Spojrzała szybkim ruchem głowy w jego kierunku. Kielich leżał na podłodze obok niewielkiego stolika.
Mała postać pobiegła w stronę starej kotary ukrywając się za nią . Wyglądem przypominała jej dawnego przyjaciela. Wstała i podeszła na palcach do tego miejsca spod, którego wystawał ogon. Odsunęła grubą tkaninę od ściany i zanim zdążyła się przyjrzeć, on schował się we wnętrzu dużej wyrwy w ścianie. Wystające wąsy ruszały się teraz na wszystkie kierunki. Zawołała go tak jak dawniej „psyt, psyt”.
Wysunął się łapakami do przodu zerkając na nią swoimi czarnymi błyszczącymi koralikami.
Uśmiechała się do niego.

Wyłonił się z zakamarka na dłuższą chwilę. Kierując się jej zapachem, który przypominał słodkie korzenne ciastka.
Wyciągnęła do niego dłoń, a on chwycił ją i szarpnął gwałtownie, wciągając przez otwór w ścianie.
Z każdą chwilą dziura powiększała się połykając ją w całości.
Przerażona krzyczała:
 - gdzie mnie ciągniesz, co się dzieje?! On był głuchy na jej wołania.

Wszystko dookoła wirowało, tunel się rozszerzał, tworząc ogromy lej, przez który wpadli do ciemnego pomieszczania wprost na zimną kamienną posadzkę. Leżeli tak przez chwilę, milcząc.
Ciepło z kominka rozpraszał syk i wyskakujące drobne kawałki trzaskającego drewna . On podniósł się i pomógł jej wstać.
Czuła zawroty w głowie, co się stało? Wysoki szczur spoglądał na nią z błyskiem w oczach.
Obraz, który widziała kołysał się na boki.

 - Udało się - powiedział z tłumioną radością w głosie. Objął ją i mocno przytulił.

Na ścianie odbijał się ich kształt, przedstawiona scena z teatru osobliwości. Kontem oka zauważyła, dwa szczurze długie pyszczki wyłaniające się, z nieforemnej kuli połączonych ciał.
Wzdrygnęła się lekko, odsuwając się powoli od niego.

Dotknęła swojej twarzy, ale zamiast gładkiej skóry, miała miękka sierść. Z niedowierzaniem przesunęła dłoń w kierunku nosa. Chwytając głęboko powietrze krzyknęła:

 - Nie jestem sobą! Nie jestem człowiekiem, nie tylko nie to! To moja opowieść, tylko mi się to śni. Zaciskała powieki w nadziei, że kiedy już je otworzy, będzie znowu w komnacie.
Podszedł do niej - to nie sen nachylając się. Drżała z przerażaniem, nigdy wcześniej tak się nie bała. Jedyna myśl, jaką miała w tym momencie, to powrót do dziury w ścianie. Odwróciła się i wskoczyła do jej środka, a on pobiegł za nią.
Jego głos który próbował ją zatrzymać - Stój, zaczekaj zanikał w tunelu.

Dalszy ciąg słów usłyszała już po drugiej stronie. Przetaczając się po chodniku i wpadając na ziemię wprost pod koła drewnianego powozu. Zdążył ją popchnąć, ledwo uchodząc z życiem. Przebiegli na drugą stronę ulicy.
Między ludźmi w mieście nie byli bezpieczni.
 - Szybko! - krzyknął, ciągnąc ją w stronę wąskiej uliczki pomiędzy kamienicami.
Przestraszona ledwo łapała oddech, serce waliło jej tak mocno jak kowalski młot o żelazo.




Rozglądał się dookoła i strzepywał z siebie resztki ziemi. Odwrócił się do niej bokiem, na jego ciele była charakterystyczna plama. Ostro zakończona coś na wzór strzały, albo groty. Otworzyła szerzej oczy ze zdumienia.

- To jest.

Zająknęła się wstrzymując oddech.
- Jak to się mogło stać? Dlaczego teraz? Moją szpilkę w kształcie gryzonia, która wpinałam we włosy zgubiłam w ogrodzie. Przypominała mi o kimś, nie pozwalała o nim zapomnieć.

- Wiem gdzie ona jest, ale zanim Ci to zdążyłem powiedzieć, ty próbowałaś uciec z powrotem przez ścianę. Nie patrzyłaś zamykając oczy ze strachu, który był silniejszy od ciebie i on nas tu skierował w ten świat,w którym przeplata się rzeczywistość odmierzana szklanymi kroplami. Rozbijają się co minutę na setki drobnych odłamków. Tworzą rzekę zapomnienia, każdy kto dotknie tych bezbarwnych mieniących się krystalicznie czystą poświatą drobinek, jest nimi oczarowany i zapomina o przeszłości.

- Chcę tam pójść, już nie chcę więcej wspomnień.

- Ściany mają uszy.

Czyjś głos rozległ się w wąskim przejściu pomiędzy budynkami, w którym ta dwójka zagubionych istot próbowała znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Oczy też, dodał zniecierpliwiony głos brakiem ich reakcji.

Stali nieruchomo nasłuchując i zastanawiając się z skąd dobiega głos.

Stara kamienica poruszyła się wysuwając kilka cegieł z równej pionowej powierzchni. Wystające oczy i usta, które rozsypywały kawałki tynku plując nimi na brukowy chodnik. Otworzyła szeroko oczy.

- Ach teraz już wiem wszystko, okna i drzwi mówią tylko o was. Od wielu lat nikt tu się nie pojawiał w takim momencie, wyjątkowo, sprytnie. Wykazaliście się sporą odwagą wkraczając między ludzi. Macie niewiele czasu zanim was znajdą ludzie. Służę pomocą.
Wyrzuciła kilka cegieł, które spadły z hukiem na chodnik. Wyglądała jak by brakowało jej kilku zębów.
- Szybko, Szpilka zawołał ją i razem wdrapali się po ścianie do jej wnętrza. Zgrzytanie z odgłosem mocnego rozcierania o siebie cegieł, zasklepiło wyrwę przez którą przeszli.
Po drugiej stronie czekał na nich ogromny czarny kot. Patrzył na nich szmaragdowymi ślepiami.
Mrucząc wymachiwał ogonem. Czego tu szukacie wymamrotał, leniwie bezszelestnie podchodząc do nich coraz bliżej.
- Stary kocurze znasz tu wszystkie kąty, pomóż nam przedostać się do rzeki zapomnienia.
- Tam prowadzi tylko jedna droga, przez te drzwi. Wskazał na masywne drewniane wyjście z metalowymi okuciami, zakrzywionymi pazurami. Nie ma tam litości, ani współczucia. Samo cierpienie, poprzeplatane głodem i ubóstwem. Tam mieszkają ludzie, którzy nie potrafią być już dobrzy. Zgasła w nich nadzieja, wdarło się zło. Zapomnieli kim byli, stali się obojętni na innych. Znieczuleni, nie mają już w sobie radości.
- Wracajcie z powrotem z skąd przyszliście, zanim będzie za późno.
- Tylko jak- zapytała niepewnym piskliwym głosem.
- Szczurza panienko, odwagi ci brakuje, musisz uwierzyć, że jesteś tu nie bez powodu. Ktoś na ciebie czeka.

Kocisko zaczęło znikać ustępując miejsca mglistym przebłyskom. Za nim ukazały się potężne drzewa, z ogromnymi koronami. Dróżka wyznaczała kierunek, w stronę wysokiej metalowej bramy. Powoli zaczęli iść po jej miękkim gruncie. Stopy zagłębiały się w podłożu. Rosnące w wzdłuż kwiaty; piwonii, żonkili, prymulek i fiołków dodawały im odwagi. Zapach jedyny w swoim rodzaju, znany tak dobrze dawał ukojenie zmysłom.
Brama otworzyła się sama, z głośnym szczękiem, na starych zawiasach. Weszli do środka, motyle latały na wyciągnięcie ręki. Uniosła w górę łapkę i zamiast szczurzych palcy, miała z powrotem kobiecą dłoń. Pod jej stopami leżała szpilka, którą szukała, a ten o którym próbowała zapomnieć, biegał podskakując i radośnie dookoła własnego ogona.










Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot