Noc
Noc coraz bardziej pochłaniała, każdą cząsteczkę świtała. Ona czarna
zdolna była połknąć księżyc w całości. Chmury go chroniły, gwiazdy
migotały niespokojnie. Takie są małe, ledwo widoczne, nie miały by
szansy zebrać się w ogromny gwiazdozbiór, żeby się przed nią ochronić.
Ułożyły się więc zodiakalne, tak jest bezpieczniej i raźniej. Ciemna
poświata zagląda przez okna domów, nic już wewnątrz nie widać, jest
zupełnie ciemno. Zauważyła w oddali migotliwe światło, przebijające się
pomiędzy starymi konarami drzew. Przeleciała w jego stronę nad stawem,
zgarniając z niego mgłę w pośpiechu. Stanęła przed otwartym oknem i
razem z przelatującą ćmą wleciała do środka. Chciała zgasić to nad czym
teraz ona miała władzę. Swoimi wilgotnymi ustami, od skroplonej mgły
dotknęła gorącego od płomienia knota, ale tylko się poparzyła. Nie
poddał się jej czarnej mocy, pochłaniania światła. Zdziwiona i
przestraszona schowała się najciemniejszy kąt pokoju. Siedzi tam ukryta
czeka, aż się świeczka wypali i sama zgaśnie. Otworzyły się drzwi i
ktoś zapalił lampę. Błysk rozjaśnił wnętrze i czarna mara nie wytrzymała
klimatu. Przypominał jej chwile wstającego słońca wczesnym porankiem.
Wyleciała z domu przez komin i na dachu zapłakała. Nie ma takiej mocy,
żeby w nocy panowały wszędzie ciemności.
Komentarze
Prześlij komentarz