Wicher
Siwa łepetyna nieboskłonu pochyliła się marszcząc pochmurnie czoło.
Złe oblicze rozbłysło gromkim hukiem. Rozgarnęło ciężką łapą trąby powietrza, układając loki na swojej łysiejącej głowie.
Starzec dmuchnął mocno pierwszymi kroplami z ust na ziemię.
Potarmosił korony drzew łamiąc sosnom kruche gałęzie. Zapałki wykałaczki, cokolwiek, niech będzie. Przeleciała po suchych liściach, unosząc je lekko nad powierzchnią łapiąc zagrzybiały, stęchły oddech.
- Odżywam!
Dął coraz mocniej w trąby. Sapał i odwiedzał stare nory i dziuple.
Uniósł się na wiotkich cienki nogach. Zachwiał i runął po zboczu na ogromne głazy. Jęknął chwytając się za głowę.
- O żeż ślisko!
Mech dużymi płatami, pokrył jego twarz,z nosa wstawały korzonki krzaków zimno zielonych jagód.
Grzmot rozległ się po okolicy. Słaby podmuch poruszył drobinki piasku.
Ona chwytała je nisko nad ziemią. Dłoń pokrywała się wiązkami drobnego światła, zataczając kręgi. Pochyliła się nad nim, dotykając końcówkami włosów jego policzka.
Ciepło poprzeplatane z cienistym chłodem, objęło jego ciało w całości.
Komentarze
Prześlij komentarz