Rozkład

Upiorne poczwary zdechły nad ranem. Sen z powiek zdzierając.
Ponura rzeczywistość, uchyliła zakamarki. Wysuwają się z niej moje dłonie, ale nogi mam już do połowy zjedzone.
Czołgam się więc gąsienicy tempem. Nadgniła twarz, oko ciągnie się za korpusem. Chciały mi je do powieki przyszyć, nie zdążyły. Drugie czerwone krwią podeszło.
Zęby rozchwiane Parodontoza mój kochany wydłubuje mi je szczoteczką pomału.

Dbają o mnie.
Skóra się płatami odrywa, przyklejają mi papier toaletowy. Próbują mnie połatać, szybko osoczem nasiąka.
Mumia! - szczęka mi opadła. Drucikiem przebijają policzki, do uszu doczepiają. Wspaniale, już jest na miejscu.
Chcą mnie naprawić, tak bardzo chcą mieć znowu nad czym się pastwić.
Nie mam wyboru, kości mi wystają. Piszczele odrzucają tkankę łączną. Ścięgna niczym struny napięte do granic możliwości strzelają z impetem. Rozchlapując resztki włókien mięśniowych.
Klatka ta z powietrza namiotami i ten tykający zegar, który się ciągle spieszy. Nie może zabraknąć autostrady z kosmykami połączona z dwunastnicą i buforem wypełnionym kwasem. Wątroba już dawno zwątpiła w oczyszczenie. A nerki, nawet one nie stanęły na wysokości zadania, filtry są zapchane. Żyły się roztyły, obrosły od środka tłuszczem. Tak bardzo się zwężyły, ciasno i niedotlenienie mózgu następuje podstępnie. Wyrostek z robaczkami nigdy nie był teraz potrzebny, jest w doskonałej formie. Trzustka enzymy wyczerpała, pierwsza wysiada.
Moja dżungla z bakteriami z dziurawego pępka wyczuwa zagrożenie. Przeprowadzają wywiad, pH spada, robi się niebezpiecznie. Wstrzymają alarm. Respirator wisi na ścianie.
Krzyczą. Konwulsje są coraz częstsze.
Chcę umrzeć, ale oni mają w stosunku do mnie palny.
Zabiegi upiększające, sauna, basen, będę jak nowo narodzona. Białe ściany z ruchomym zagłówkiem. Pełny komfort...widzę ciemność.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu