Ogród tętnił wieczornymi feromonami smagliczki. Ciągnął się za nią sznur koralikowych wonnych cząsteczek. Porozmieszczane na dróżce pomiędzy krzewami róż latarenki, migotały wątłym światłem. Gwar w głębszej części zadbanego zakątka przyciągał zaproszonych na bal. Ściskała w drobnej dłoni bilet wstępu. Zwisające z rulonu aksamitne wstążki, powiewały w rytm podmuchów dźwięku z ogromnych tub datury. Zaróżowione policzki powoli bladły, chłód kontroli osobistej nie należał do przyjemnych. Zabezpieczenie na wypadek posiadania złych mocy. Nie znaleziono przy niej nawet krztyny złej myśli, wychowana na plantacji w kontrolowanym środowisku. W bliskim kontakcie z roślinami o podobnych preferencjach. Pachniała spokojem z nutą kołysanki. Spieszyła się, za kilka minut otworzą skrzynię z narzędziami. Widły, grabie, motyki i reszta ruszą w ten zielony kawałek oazy na jedyny w swoim rodzaju coroczny zlot ogrodników. Przy furtce stał w meloniku chudy jak kij od miotły chłopak, przyszedł chwilę przed ni...
Podoba mi się zdjęcie - także w sensie kompozycji całości.
OdpowiedzUsuńSuper zdjęcia czynisz. Naprawdę.
Jednak co Szudracz to Szudracz. Pozdrawiam Cię.
P.S. Cały czas w żółtej czapce chodzę. Jestem z tego znany.
Dzięki:)Również pozdrawiam. :)
Usuń