Jaskinia
Wypalały się zbyt szybko, siedem nieszczęsnych świec.
Kartki zaszeleściły, płomienie pociągnął za sobą z impetem. Wpadł przez okno, z firanką na głowie wymachując na oślep rękoma, przeleciał w stronę drzwi. Kiedy się od nich odbił, zawył. Okiennice trzasnęły za nim, przycinając mu ogon.
- Ułaaa!
- Świszczysz, wyjesz, zawodzisz i przeszkadzasz. - Wymieniał by tak jeszcze długo, gdyby nie to, że starzec tarmosił właśnie jego włosy.
- Do kogo mówisz? - Zwiniętymi rulonami z projektami przyłożonymi do oczu, zerkał gałkami przypominającymi Dunie w tunelu.
- Nie widzisz go to nasz główny nawigator. Zna tu każdy skrawek ziemi i nieba. Smocza jaskinia jest jego ulubioną siedzibą.
- Nie widzę nikogo poza tobą. - Odłożył papierową lunetę zaskoczony.
Półmrok pogłębiały ściany z czystej cegły. Zalatywało wilgocią, grzyb czaił się w kącie.
- Nadciąga schyłek ciepła, musimy wyruszyć jak najszybciej. Eksploracja tej zatęchłej nory nie będzie należała do najprzyjemniejszych.
- Sami w takiej mieszkamy.
- Podłoga cała, w miarę sucho, światło naturalne...
- Tak, tak a tam ciemnia idealna dla nietoperzy.
- Pakuj plecak i sprzęt.
*
Liście szeleściły im pod nogami, niewielkie wiry unosiły najstarsze ze złotych talizmanów. Był blisko, przeczesując gałęzie długimi grzebieniastymi paluchami. Chłopak uśmiechał się do kogoś w oddali.
- Znowu masz fazę?
- A mam. - Uśmiechnął się tak naturalnie, że wiara w jego przywódce grupy dodawała tylko otuchy.
- Idzie z nami?
- Tak, ma kondycję. Przegania chmury, a te pulchne istoty rozbiegają się w różne strony na jego widok.
- Widzę jedną, taka napęczniała i szara.
- Ta jest spokojna, gorzej jak trafi na jakąś złośnicę, spuści mu manto zimnymi kroplami.
- Nam też się oberwie. - wybuchnęli oboje śmiechem.
Szlak był wąski, ze stromego urwiska staczały się drobne kamyki w przepaść. Każdy źle postawiony krok mógł ich ściągnąć raptownie w dół. Wicher ustał, za zakrętem wyłoniło się ogromne wejście do pieczary. Opalone od dymu krawędzie wyostrzały zarys nierówno ukształtowanego terenu.
- To tutaj, obwiąż się liną i przyczep haki do tej półki.
- Zostań tu, ja wejdę pierwszy. Starzec mnie poprowadzi.
- Nie wierz we wszystko co zobaczysz.
Trzask z tłumionym głosem rozległ się po wąskim korytarzu. Zapadła cisza, którą rozbiła chmara czarnych skrzydeł. Wybudzone ze snu ssaki uderzały o siebie tłocząc się przy wylocie z ciemni.
- Wampiry! - wrzasnął wyobrażając sobie podgryzane gardło bydła na łące.
Nie miał rogów, ale gardło, to gardło.
- To już koniec, została po nim kupa suchego mięsa - mamrotał do siebie z przerażeniem.
Blade oblicze słońca, przedzierało się wątle przez gęsto przytulone do siebie cumulusy.
Wicher osłab, zanurzył się pomiędzy nimi wyciskając z nich żal.
W przemoczonym ubraniu dotarł do pustego domu. Świece pozostawiły po sobie kikuty z knotów.
Komentarze
Prześlij komentarz