Żuraw

Postać: Hybryda człowieka i żurawia
Miejsce: Smocza jaskinia
Zdarzenie: Pejzaż ze wschodem słońca i obiektami ze stali
 Trauma / Radość

 Stąpał, majestatycznie zakamuflowany za stadem żurawi. Wlókł za sobą w nieprzemakalnym pokrowcu sprzęt nagrywający ich głosy. Mała kamerka na czole rejestrowała zachowania godowe potężnych ptaków.
Powrót do swojego gniazda okazał się być tym ostatnim. Grupa podążająca za nim nie zdążyła go wyciągnąć z mulistego bagna.

Na stalowym stole, leżał martwy ptak z otwartym dziobem. Rozłożone skrzydła dotykały końcami ramienia mężczyzny.
- Połączymy go z tym szarym ptaszyskiem, przyleciał za nim aż pod sam instytut badawczy.
- Jest zgoda rodziny na pobranie organów?
- Tak.

- Przystępujemy w takim razie do przeszczepu.
- Co komu zabieramy? - Głosy cichły, aż odleciał w zupełną ciemność.
Szum ustępował pomrukom.

*

- Gdzie ja jestem? - Zmysły szalały, zewnętrzne bodźce uruchomiły nieznaną strefę.

Chłód wymieszany z fetorem odchodów ogromnego zwierza, unosił się w wilgotnej jaskini. Łuski błyszczały na podłużnym pysku. Rozmarzone źrenice smoczych gałek, mlaskały, wyciskając z porowatych brodawek żrące krople, gasząc ogień wydobywający się wąskimi językami z pyska.
Ściskała go w długich łapach, przegarniając pióra.
Pieszczoszki – mruczała.
Zmodyfikowany człowiek z dziobem żurawia trąbił do niej porozumiewawczo.
Wyciągnęła ogromną chustkę i dmuchnęła w nią donośnie. Z porywem wiatru wyleciał na skraj ciemnej jamy. Przecierał umorusany łeb, nie mogąc wyjść ze zdumienia na widok krajobrazu, jaki go otaczał. O świcie barwne niuanse otwierały przestworza. Metalowe mosty wyłaniały się nad rwącą rzeką. Opierały swój ciężar na zboczach, a pomiędzy nimi zanurzone filary, stabilizowały wygięty grzbiet kota. Krzewiny czarnych jagód rosły kępami w zagłębieniach skalistego podłoża. Wiecznie zielone sosny odwiedzał dzięcioł, uderzeniami młota pneumatycznego wydłubywał tłuste larwy.
Tupot ogromnych nóg spłoszył stado szarych ptaków, żerujących na starorzeczu.
Uniosły się wysoko, formując klucze. Poderwał się do lotu, mały mięsień wyrywał się z klatki za pierzastymi towarzyszami z poprzedniego wcielania.

Dźwignia metalowego olbrzyma zaskrzeczała. Ocknął się w rozgrzanej kabinie. Na wysięgniku siedziało stado wron, a on wracał do rzeczywistości po krótkiej drzemce na przerwie w pracy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu