Na granicy

Rozwieszone na słupach plakaty z ostrzeżeniami o panującej obławie w okolicy, nie powstrzymały go przed pieszymi wędrówkami po leśnej głuszy. Towarzyszył mu czworonóg, węszący blisko ziemi tropy dzikiej zwierzyny. Polowanie na przygodę podsycane było uzależnieniem od adrenaliny. Spotykali na swoich ścieżkach wynaturzone osobniki po skażeniu terenu toksycznymi substancjami z odpadów radioaktywnych. Świecące w nocy ogniki płonących wywłok, nie były niczym zaskakującym. Tępieniem niechcianych osobników zajmowała się grupa utylizatorów.
Przejeżdżający samochód terenowy przez wilgotną ścieżkę, zatarł ślady. Zdezorientowany długowłosy wilczur zawył, nawołując swojego pana. Zamiast niego, wyłonił się z pobocza z resztkami koszuli na pazurach, potężny, zdeformowany kozioł. Atak był gwałtowny, przyciśnięty do ziemi skowyczał we własnej kałuży posoki mieszającej się z błotem.

Sapał głośno, z nozdrzy wylatywała para. Rogi, niczym dwa czerwone kręcone pręty wystawały z czaszki. Po skórze z psa spływały krople brunatnej cieczy. Ciepło ulatywało wraz z pchłami, które skakały oszołomione siarką. Przygasał swąd spalenizny rozgrzanych wnętrzności.
Rozpychał kopyta w wąskich łapach, rozrywając poduszki. Pazury gubił z każdym krokiem. Osmolony od sadzy pomiot, spoglądał spod podwójnego łba. Zęby drapały go po smukłej łepetynie.
Wściekły pies nie miał z nim żadnych szans. Pogromca wszystkiego, co zbliżało się za blisko do granicy otwartej przestrzeni, zabijał jednym ciosem.
*
W obłoku oślepiającej bieli, skraplała się miarowo. Zmieniając barwną poświatę, tworzyła z grzbietu łuk. Długie pasma włosów unosiły się coraz wyżej, dotykając puszystych baldachimów.
Szmaragdowe oczy, zakrywała wachlarzem z piór. Łabędzia szyja ozdobiona grubym łańcuchem znamion w kształcie zielonych koniczyn dodawała jej powabu. Liściaste blaszki, które podarował jej wicher, pokrywały opływowe kształty.

Zawieszona nad pomrukującym wulkanem stopniowo uwalniała się z jego złowieszczych gróźb. Schodząc po stromych zboczach zostawiała mieniące się krople. Potężny wybuch wyrwał spory kawał zastygłej skały. Długie rzęsy zatrzepotały, chcąc wzbić wzrok ponad nadlatujący głaz, szukając drogi ucieczki. Kłęby dymu ścisnęły jej drobne ciało, zmiatając ją z eksplozją z powierzchni czarnej góry.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ja robot

Dusza ogrodu