Wrak
Postać: Głuchy nauczyciel
Miejsce: Wnętrze łodzi podwodnej
Zdarzenie: Talia kart
Gatunek: Okiem antagonisty
W poszukiwaniu przeszłości, zboczyli z kursu. W głębinie panował mrok i świeciła elektryczna ryba.
Wypływali na powierzchnię wyskakując niczym wieloryb z głębin. Radary z pozostałą aparaturą, wyłączone były od wielu lat. Widmo dawnych podwodnych kursów, snuło się po morskiej toni. Załoga przenikała grube metalowe ściany, wykonując swoje zadania.
- Booty słyszysz, booty nic w tej stalowej komorze nie ma. Żadnych normalnych ludzi sami popaprańcy, niedouki, zginą porażeni okiem peryskopu. Przekręć tym kołem, niech się otworzy śluza i nas zaleje, słyszysz?
- Rozdaj partyjkę, karty mi w dłoni stygną nauczyciel z ciebie żaden, do tego głuchy. Nie słyszysz po tym jak przekroczyłeś dozwoloną głębokość i ci ciśnienie słuch uszkodziło.
- Durniu – wrzasnął aż szczur okrętowy, chwycił się za głowę.
- Mam je jeszcze na miejscu, ale od twojego wydzierania gęby, echo mi je przetrąci.
- Czytam z twoich parszywych ust. Niczego się nie nauczyłeś, misja jest tajna. Kapitan trząsł się ściskając w spuchniętej dłoni zapiski. To już wrak, a my jesteśmy... Przerwał, spoglądając na marynarza.
- No czym? Toczysz żółtą pianę z warg, nadal oddychasz trującymi oparami?
- Oszalałeś do reszty, zarośnięty weteranie. Nie doszłoby do tej wojny atomowej, gdybyśmy ugasili ten pożar. Języki niebieskiego światła, nie poszłyby na dno, żeby wybić się ponad chmury gasząc gęstą parą Słońce.
- Nie ma już zieleni, wszystko zniszczyli, nie ma czym oddychać, chociaż my już nie musimy. – Szczur zaśmiał się szyderczo.
Spoglądali teraz na właz, do którego prowadziły metalowe schody, kołysało ich morze wypełnione grobową ciszą.
Miejsce: Wnętrze łodzi podwodnej
Zdarzenie: Talia kart
Gatunek: Okiem antagonisty
W poszukiwaniu przeszłości, zboczyli z kursu. W głębinie panował mrok i świeciła elektryczna ryba.
Wypływali na powierzchnię wyskakując niczym wieloryb z głębin. Radary z pozostałą aparaturą, wyłączone były od wielu lat. Widmo dawnych podwodnych kursów, snuło się po morskiej toni. Załoga przenikała grube metalowe ściany, wykonując swoje zadania.
- Booty słyszysz, booty nic w tej stalowej komorze nie ma. Żadnych normalnych ludzi sami popaprańcy, niedouki, zginą porażeni okiem peryskopu. Przekręć tym kołem, niech się otworzy śluza i nas zaleje, słyszysz?
- Rozdaj partyjkę, karty mi w dłoni stygną nauczyciel z ciebie żaden, do tego głuchy. Nie słyszysz po tym jak przekroczyłeś dozwoloną głębokość i ci ciśnienie słuch uszkodziło.
- Durniu – wrzasnął aż szczur okrętowy, chwycił się za głowę.
- Mam je jeszcze na miejscu, ale od twojego wydzierania gęby, echo mi je przetrąci.
- Czytam z twoich parszywych ust. Niczego się nie nauczyłeś, misja jest tajna. Kapitan trząsł się ściskając w spuchniętej dłoni zapiski. To już wrak, a my jesteśmy... Przerwał, spoglądając na marynarza.
- No czym? Toczysz żółtą pianę z warg, nadal oddychasz trującymi oparami?
- Oszalałeś do reszty, zarośnięty weteranie. Nie doszłoby do tej wojny atomowej, gdybyśmy ugasili ten pożar. Języki niebieskiego światła, nie poszłyby na dno, żeby wybić się ponad chmury gasząc gęstą parą Słońce.
- Nie ma już zieleni, wszystko zniszczyli, nie ma czym oddychać, chociaż my już nie musimy. – Szczur zaśmiał się szyderczo.
Spoglądali teraz na właz, do którego prowadziły metalowe schody, kołysało ich morze wypełnione grobową ciszą.
Komentarze
Prześlij komentarz